Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2020

Poem: Makaron na uszy.

ja... mój dobytek paczka makaronu i olej... już spakowane w mojej torbie, ojej - ciężko będzie - już cierpię ogromnie... bo jeszcze i już nie wyszłam do domu... a tu 13.00, zbliża się wielkim swym chodem... biurko "nieodsprzątane", dziennik nie uzupełniony... czas znów musi stanąć tu, na tym dziś koniec i przerwa, potrzebna - siły, moc i werwa... na jutrzejsze "wasze i me" jutro też jest i będzie dzień - tyle wniosków uciekam w pustkę dnia, aby odkryć życia pełnię, tęsknię i biegnę... porywam krzesło, bardzo mi ciąży, tym co tak - na jutrzejszy dzień - zostawiam, ubiór to jedna z nielicznych rzeczy, bo i dzisiejszy dzień jest pełny, pełny pełnią zadań, porywam ciszę bagaż, doświadczeń i czasu... lekko utykam na lewą nogę, chyba ciężar nie ten lub inny mi się przemieścił z tyłu ciążą troski, z przodu - obfitość krągłość, brzuszek i dar kobiecej miłości uroki ale i bogactwa moc - całość łaską są zwane...  łaska wszelkich codziennych trosk,  one...