Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2014

Emocje na Arenie Kraków

Nasi nie wygrywają.. Można powiedzieć, że nawet przegrywają... Może i - nie starają się - specjalnie??? Często sprzyja nam szczęście, czasem, pomagają sędziowie. Muszą... A my, jak zwykle rzutem na taśmę... A tu, w Krakowie, nerwy jak na rybach.. Bułgarzy cisną, my, płaczemy prawie z wysiłku... Czy należy się??? Nie należy się nic, pot i łzy... trzeba wielkiego hartu, wysiłku i pracy. Zespołowej, tej wyjątkowej synchronizacji w grupie sześciu, słuchających i kierujących się umiejętnościami, wolą walki, potrzebą sukcesu... słowami trenera. Jeśli wygramy - zaskoczenie, gdy przegramy - to oni nas zaskoczyli... Czekamy, gryziemy palce i skórki, emocje sięgają zenitu. Wygrać, chce teraz każdy, ale na memoriale Huberta Wagnera - my, Polacy, w Krakowie, bardzo...    

Wpędzone w poczucie winy

Nadodpowiedzialność... Do grobowej deski kobiety w Posce i nie tylko obarczane są odpowiedzialnością za wszystko co złe i dobre w domu. jak w tym powiedzeniu, gdy dziecko przynosi chlubę rodzicom jest "nasze" ale jeśli muszę się za nie wstydzić, biec do szkoły czy na wezwanie na komisariat policji, odebrać go z kolonii, wyjazdu - to nieodrodny syn czy córka mamy... całe swoje krótkie życie tak się zapowiadał. Dokłada nam wtedy do wiwatu również dalsza rodzina, obca kobieta - teściowa i ... jesteśmy już ugotowane.. Chętnie niesiemy tę "nadodpowiedzialność" za drugiego, prawie dorosłego człowieka... Chętnie dajemy się zmanipulować, lub też bezradnie z tym godzimy. Nie jest trudno zaszczepić kobiecie poczucie winy - cały czas można powiedzieć niesiemy tę predyspozycję w sobie... Ofiara... Winna... Należało jej się... Nie umiemy się odpowiedzialnością i ciężarem podzielić, za to, tak pięknie cierpimy w ciszy. Przesadzam??? Może troszkę tylko... Czasem zdarza si...

Matka, której trzeba się bać

Mieć słabość do kogoś, czy to źle, czy to choroba? Nie, niekoniecznie... Jak przetrwać odrzucenie, zawiedzione emocje, marzenia... Jak otworzyć się na nowo. Pasztet, ktoś powie... Wszedłem w związek, który boli, który mnie wiele kosztuje... Czasami zastaje nas sytuacja, pakujemy się w rozbite małżeństwo, wychowujemy czyjegoś syna lub córkę spodziewając się wdzięczności i mając nadzieję na samo dobro. Na jakiej podstawie? Przecież zaciągamy zobowiązanie, ale płacimy cudzy dług. Przez kolejny rok towarzyszyłam takiej rodzinie, takiej nierównowadze sił, takiemu odbijaniu piłeczki. Cierniom i kwiatom, lepszym i gorszym momentom. Towarzyszyć, także nie jest łatwo. Każda ze stron próbuje odreagować i przeżyć swoje niepowodzenia, odnieść się do obaw. Cierpi się samotnie, ukrywa słabość. Sukcesy zaś nagłaśnia. O tym, że za takiego rodzaju rozeznanie i wsparcie, taką obecność w historii rodziny płacę i ja, wiem i czuję od dawna. Zwłaszcza porażki dotykają mnie bezpośrednio, próby rato...

A jak azyl

Każdy z nas marzy o czasowym oddaleniu, możliwości samostanowienia, niezależności oraz podjęciu takiej aktywności, co do której nikt nie będzie miał najmniejszych zastrzeżeń. Potrzebna nam oaza, jak wędrującemu po pustyni wielbłądowi. Potrzebne nam jest źródło, które nie wysycha a daje nam siłę, regeneruje, odnawia to, co w nas najlepsze... Taki azyl warto mieć, zagłębić się czasem w ten bezczas, bezmiar, w niebyt niekontrolowany przez rodzinę, przełożonego, rodziców. Tylko nasz... Oddalić się od codzienności, zapaść w siebie. Odzyskać siły i równowagę... Gdy umysł w niebezpieczeństwie, sił coraz mniej a zdrowie szwankuje, zaczynamy chaotycznie łapać powietrze i czujemy, że toniemy w codzienności, że przygniatającą nas trywialne i totalne zależności warto uciec w to, co najlepsze. Co znamy, czemu ufamy. Do czego jest nam blisko... Azyl musimy mieć, nie taki jednak, który kojarzymy z azylem dla zwierząt. Pełen zawiedzionych nadziei, słabości, chorób i odrzucenia. Nasz azyl ma by...

Samotność czy fikcja

Odchodzenie starszych ludzi, gdy ich pokolenie już się wyrusza jest nie wdzięczne, boli, jest też praktycznie nie do zmiany. Można komuś zrobić zakupy, pranie, porozmawiać chwilę a potem ucieka się w popłochu, jak przed jakąś epidemią. Nie lubimy zapachu starości, jej wyglądu, chorób specyficznych dla niej. Fantazjujemy o miejscu dla starszych czy z niedole zniedołężniałych rodziców. Chcemy ich zapamiętać innymi, a takich jak są, umieścić w instytucji. Dziadziusiowi wydaje się że ma kochającego syna, ma - pewnie dwa razy w roku. Dzieli pokój z podobnym pensjonariuszem. Czas spędza na czekaniu. Kobiety przewieszone przez krawędź okna w bloku, żyją życiem innych. Obserwują, słuchają, komentują, interweniuje nawet. Nie boją się już o siebie.... Jeśli trafiłeś na półkę emerytura lub renta jest dobrze gdy macie działkę lub tęskniące wnuki, jakimi trzeba się zająć. Gdy drzewa wymagają pielęgnacji i jest na czym ugotować i z czego - zupę czujecie się potrzebni... Placek czy obiad dost...

Fiasko resocjalizacji w Polsce

Na każdym kroku dozorowanym, czy też osobom opuszczającym zakład karny przypominają jest ich przeszłość, ich potknięcia i błędy przeszłości. Każda sytuacja ma nie tylko ich nauczyć i zmienić, ma wywołać awersie, wstręt, odruch obronny. A wystarczy, w człowieku dostrzec człowieka... Otworzyć się na jego zmianę, dać czas... Wiem co mówię, bo przez ostatnie 15 lat pracowałam w domach z ludźmi przywracanymi społeczeństwu, ludźmi, którzy wreszcie chcieli zacząć inaczej myśleć i działać, znaleźć pracę, pokochać lub odzyskać rodzinę. Nie było to łatwe. Potykamie się o własną przeszłość jest dotkliwe. Zwłaszcza gdy ktoś czuwa i przypomina, przestrzega i nie ufa... A co z człowiekiem w człowieku? Różnie bywa, to my czasem nie mamy ludzkiej twarzy dla innych... Obrażamy się, odrzucamy innych, brak zaufania jest na porządku dziennym. Brak troski o innych, emocją sprzedawaną na wejściu obcym. Opiekujemy się generalnie tylko bliskimi, towarzyszy nam rezerwa i obawa, podejrzliwość a także lę...

Samotność jaka rodzi napięcie i ból

Samotność i izolacja. Ludzie boją się jej, unikają, za wszelką cenę walczą o kontakt z drugim człowiekiem, odosobnienie nie jest zdrowe. Jeśli zaś trwa długo, jest najgorszym doświadczeniem. Unikamy potem takiej sytuacji czy wpadki, robimy wszystko aby zostać z bliskimi. W momencie choroby izolacja jest czasem koniecznością. Pamiętam, gdy trafiłam z malutką córeczką na oddział dziecięcy szpitala, z wysoką gorączką, wymiotami potem i ryzykiem dodatkowego zakażenia zapaleniem płuc, które szalało na oddziale. Marzyłam, aby jak najszybciej opuścić oddział. Niestety, łatwiej było tam trafić, niż wyjść. W domu, drugie dziecko. Patrzyłamu na dzieci bez rodziców, bezskutecznie nawołujące, uderzające główką o szczebelki łóżeczka, poddające się wreszcie. Inne, przywiązane, by nie móc wstać czy chodzić. Jedyne co wraca, to ciągły płacz, jak skowyt. Bezsilność, wreszcie - pustka w oczach. Uczucie beznadziei, braku nadziei chyba. Nie umiałam i nie potrafiłam nic zrobić, chowałam głowę w poduszk...