Nadodpowiedzialność... Do grobowej deski kobiety w Posce i nie tylko obarczane są odpowiedzialnością za wszystko co złe i dobre w domu. jak w tym powiedzeniu, gdy dziecko przynosi chlubę rodzicom jest "nasze" ale jeśli muszę się za nie wstydzić, biec do szkoły czy na wezwanie na komisariat policji, odebrać go z kolonii, wyjazdu - to nieodrodny syn czy córka mamy... całe swoje krótkie życie tak się zapowiadał. Dokłada nam wtedy do wiwatu również dalsza rodzina, obca kobieta - teściowa i ... jesteśmy już ugotowane..
Chętnie niesiemy tę "nadodpowiedzialność" za drugiego, prawie dorosłego człowieka...
Chętnie dajemy się zmanipulować, lub też bezradnie z tym godzimy. Nie jest trudno zaszczepić kobiecie poczucie winy - cały czas można powiedzieć niesiemy tę predyspozycję w sobie...
Ofiara... Winna...
Należało jej się...
Nie umiemy się odpowiedzialnością i ciężarem podzielić, za to, tak pięknie cierpimy w ciszy.
Przesadzam??? Może troszkę tylko...
Czasem zdarza się, że gorzko płaczemy, łykamy łzy...
Ale w samotności. Trzymamy publicznie gardę lub zaciskamy pięści i szczękę.
Czy to nasza wina, że ktoś łatwo pisze scenariusze??? Z pewnością nie, to tylko sposób na "usadzenie kobiety w miejscu" i zarzucenie jej, że nie potrzebnie szła do pracy a dom... wygląda jak nie powinien, przecież. W zasadzie zaś sama jest sobie winna.
Czy łatwo kobietę ujarzmić??? Chyba nie, jesteśmy przecież twarde i nieprzejednane. Wytrwałe, nie posiadając wiele do stracenia. Przynajmniej - takie - potrafimy być. Pozbawienie prawa do marzeń wiele kosztuje, pozbawia nas zbawiennych sił, nadziei, wiary... w zmianę i odmianę losu. A sprzedanie jej własnych obaw, okradzenie jej z ukrytych pragnień lub złudzeń, towarzyszy bezkarnie czasem do końca związku...
Jak się bronić przed tym???
Żyć w prawdzie, nawet bolesnej. To konieczność walki o siebie, o swoje, o ocalenie tych nielicznych chwil sukcesu, radości i prawa do szczęścia. I co ważne - nie bać się, wiele więcej nie możemy przecież stracić, a oddać coś bez walki, bez obrony, kosztowało nas będzie i to, że stracimy resztę - szacunek dla siebie i jakiekolwiek poczucie własnej wartości.
Chętnie niesiemy tę "nadodpowiedzialność" za drugiego, prawie dorosłego człowieka...
Chętnie dajemy się zmanipulować, lub też bezradnie z tym godzimy. Nie jest trudno zaszczepić kobiecie poczucie winy - cały czas można powiedzieć niesiemy tę predyspozycję w sobie...
Ofiara... Winna...
Należało jej się...
Nie umiemy się odpowiedzialnością i ciężarem podzielić, za to, tak pięknie cierpimy w ciszy.
Przesadzam??? Może troszkę tylko...
Czasem zdarza się, że gorzko płaczemy, łykamy łzy...
Ale w samotności. Trzymamy publicznie gardę lub zaciskamy pięści i szczękę.
Czy to nasza wina, że ktoś łatwo pisze scenariusze??? Z pewnością nie, to tylko sposób na "usadzenie kobiety w miejscu" i zarzucenie jej, że nie potrzebnie szła do pracy a dom... wygląda jak nie powinien, przecież. W zasadzie zaś sama jest sobie winna.
Czy łatwo kobietę ujarzmić??? Chyba nie, jesteśmy przecież twarde i nieprzejednane. Wytrwałe, nie posiadając wiele do stracenia. Przynajmniej - takie - potrafimy być. Pozbawienie prawa do marzeń wiele kosztuje, pozbawia nas zbawiennych sił, nadziei, wiary... w zmianę i odmianę losu. A sprzedanie jej własnych obaw, okradzenie jej z ukrytych pragnień lub złudzeń, towarzyszy bezkarnie czasem do końca związku...
Jak się bronić przed tym???
Żyć w prawdzie, nawet bolesnej. To konieczność walki o siebie, o swoje, o ocalenie tych nielicznych chwil sukcesu, radości i prawa do szczęścia. I co ważne - nie bać się, wiele więcej nie możemy przecież stracić, a oddać coś bez walki, bez obrony, kosztowało nas będzie i to, że stracimy resztę - szacunek dla siebie i jakiekolwiek poczucie własnej wartości.
Komentarze
Prześlij komentarz