Na każdym kroku dozorowanym, czy też osobom opuszczającym zakład karny przypominają jest ich przeszłość, ich potknięcia i błędy przeszłości. Każda sytuacja ma nie tylko ich nauczyć i zmienić, ma wywołać awersie, wstręt, odruch obronny.
A wystarczy, w człowieku dostrzec człowieka...
Otworzyć się na jego zmianę, dać czas...
Wiem co mówię, bo przez ostatnie 15 lat pracowałam w domach z ludźmi przywracanymi społeczeństwu, ludźmi, którzy wreszcie chcieli zacząć inaczej myśleć i działać, znaleźć pracę, pokochać lub odzyskać rodzinę. Nie było to łatwe. Potykamie się o własną przeszłość jest dotkliwe. Zwłaszcza gdy ktoś czuwa i przypomina, przestrzega i nie ufa...
A co z człowiekiem w człowieku?
Różnie bywa, to my czasem nie mamy ludzkiej twarzy dla innych...
Obrażamy się, odrzucamy innych, brak zaufania jest na porządku dziennym. Brak troski o innych, emocją sprzedawaną na wejściu obcym. Opiekujemy się generalnie tylko bliskimi, towarzyszy nam rezerwa i obawa, podejrzliwość a także lęk o siebie. Nie tolerujemy błędów innych osób...
Nie dajemy szansy drugiej czy też trzeciej naszym bliskim, czy sąsiadom. Zamykamy drzwi przed ich nosem, i zamykamy się na te zmiany, a tym, co nas ogranicza, jest przykładanie do drugiego człowieka naszej własnej miary...
W ten sposób nigdy nie zadziała model resocjalizacji. Skazany nie znajdzie pracy, a opieka społeczna będzie miała zawsze mnóstwo roboty...
Kuratorzy, tacy jak ja, kiedyś, będą się obijać o cudze drzwi dając nadzieję. A więźniowie, tracić ją zbyt łatwo...
A wystarczy, w człowieku dostrzec człowieka...
Otworzyć się na jego zmianę, dać czas...
Wiem co mówię, bo przez ostatnie 15 lat pracowałam w domach z ludźmi przywracanymi społeczeństwu, ludźmi, którzy wreszcie chcieli zacząć inaczej myśleć i działać, znaleźć pracę, pokochać lub odzyskać rodzinę. Nie było to łatwe. Potykamie się o własną przeszłość jest dotkliwe. Zwłaszcza gdy ktoś czuwa i przypomina, przestrzega i nie ufa...
A co z człowiekiem w człowieku?
Różnie bywa, to my czasem nie mamy ludzkiej twarzy dla innych...
Obrażamy się, odrzucamy innych, brak zaufania jest na porządku dziennym. Brak troski o innych, emocją sprzedawaną na wejściu obcym. Opiekujemy się generalnie tylko bliskimi, towarzyszy nam rezerwa i obawa, podejrzliwość a także lęk o siebie. Nie tolerujemy błędów innych osób...
Nie dajemy szansy drugiej czy też trzeciej naszym bliskim, czy sąsiadom. Zamykamy drzwi przed ich nosem, i zamykamy się na te zmiany, a tym, co nas ogranicza, jest przykładanie do drugiego człowieka naszej własnej miary...
W ten sposób nigdy nie zadziała model resocjalizacji. Skazany nie znajdzie pracy, a opieka społeczna będzie miała zawsze mnóstwo roboty...
Kuratorzy, tacy jak ja, kiedyś, będą się obijać o cudze drzwi dając nadzieję. A więźniowie, tracić ją zbyt łatwo...
Komentarze
Prześlij komentarz