Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2013

Niepokój kiełkuje w nas...

Lęki biorą się z niepewności, w momentach których się niespodziewany. Czasem przychodzą jednak wtedy gdy jesteśmy spokojni i pewni siebie, osadzeni w sobie. Skuteczni. Uprzedzając nieprzygotowanych... Czasem towarzyszą chorobie o innym podłożu, innej naturze. A inne - lęgną się w samotności, i tam mają swe źródło. Opanowują człowieka powoli i nie odchodzą szybko i łatwo. Doświadczyłam tego, będąc blisko osoby z lękiem, z wieloma nieokreślonymi - która po przebudzeniu zanosi się szlochem, płacze, jest rozsypana, rozedrgana… Nie wiedziałam jak to się dzieje, jak to jest możliwe aby tak intensywnie bać się każdego dnia i siebie w tym dniu, i swojego "nie-bycia", płytkiego bycia czy nieosadzenia. Przecież nie było płytkie. Przerażało, odrzucało, odzierało ze złudzeń. Ani tej osobie nie było łatwo, ani mnie. Dotkliwe i małospójne, przerażające, byłam blisko ale już bliżej nie mogłam. Nie istniało "bliżej". Nie mogłam też sprawić, aby poczuła się bezpieczniej...

Mariaż nauki z muzyką

Ja gorąco zachęcam. Sprawdza się, jestem o tym przekonana. Każdy z nas ma swoje ulubione ścieżki i rodzaje, nie podpowiem i nie odpowiem jakie, ale ta harmonia jest w nas i należy jej poszukać w sobie, pogrzebać jak w stercie świeżo upranych ubrań. Szafa z muzyką, pudełka i etui z płytami nie powinny być zakurzone - jest lepiej ją przedawkować, niż nie czerpać ukojenia i inspiracji, oddechu i świeżości z tego, co zajmuje przez moment nasze wszystkie zmysły. Wszystkie. Muzyka jest pokarmem duszy. Pokarmem bogów - którym tak chętnie podzielili się z nami, nie chcąc w zamian niczego. Zakaz przebywania w kłopotliwej i niezręcznej ciszy. Zrelaksuj się, odpocznij, pozbieraj się i pozbieraj myśli - i .... do nauki. Zwłaszcza pamięciowej...  

Najważniejsze: podjąć decyzję!

Szef firmy... Pracodawca. Ojciec rodziny. Głowa domu. Suszą mu tę głowę wszyscy możliwi pracownicy i naciskają - aby przydzielił pieniądze, rozdzielił nadwyżki, podjął decyzję gorszą lub lepszą... W domu żona chce szybkiej rady, wiążącej decyzji, planu, a dzieci - odpowiedzi. Decyzji co do wyjazdu, wakacji, najlepiej takiej, co to przyniesie masę dobrych efektów - sukcesów. Jeśli to kobieta, proszę - odwróć te rzeczy zastępując płeć, drugą płcią. Pomnóż razy 2 lub choć... 1,5. I pozwól, że zajmie jej to więcej czasu... Spraw, aby go dostali, i - za darmo bez specjalnego proszenia o taką możliwość. Kiedyś roztrząsając takie dylematy szefa, dobrego menedżera - pośród wielu pytań w grupie pojawiło się kluczowe: "Skąd ów natchniony mąż opatrznościowy wie, co zrobić. I to, jaką ścieżką poprowadzić innych, i co podpisać oraz - z kim się "ułożyć", i zdecydować też, kogo awansować lub nie. Jakie ruchy zatrzymać, a które z nich - zintensyfikować. Na jakiej zasadzie podejmuje...

Wewnętrzny spokój? Czemu nie!

Poszukiwanie spokoju, znajdywanie go w sobie. Umiesz, potrafisz??? Chcesz??? Udźwigniesz??? Hmmm, jedno z trudniejszych "zadań domowych" człowieka, a równocześnie warunek zdrowienia i tej prawdziwej równowagi. Cóż nam da zewnętrzna próba, czy też ułuda uporządkowania, gdy drży wszystko w posadach. Wtedy, gdy człowiek - zmotywowany, czyli pchnięty - lekko panikując i oglądając się na własny cień, zmierza w jakimś niebezpiecznym dla siebie kierunku "zmiany". Cóż - większość z nas uprawia "taniec światła" i "taniec mroku", mroczności swej. Oddaje się rozwojowi i poznaniu wewnątrznemu czasem ponosząc trudne tego konsekwencje: brak akceptacji dla tego co ma, kim jest, do czego doszedł, z kim żyje, co robi... Czasem, porzuca wszystko dla idealnego celu i marzenia życia... Czasem porzuca, aby nie mieć niczego, w rozpaczy, bezmiarze beznadziei. By być wolnym od wszystkiego, co go dotąd uwiązało i uzależniło, zmieniło, pochłonęło, co kochał i kogo. ...

Jeszcze trochę o przegrywaniu

Jeszcze trochę o przegrywaniu, do którego jesteśmy wdrażani przez minimum połowę swojego życia. Leżymy w posoce, krwi i porażki, jak też miotamy się w pyle ginąc... dlaczego nie. Można, tyle tylko że chyba lepiej byłoby dla dobra człowieka, dziecka pokazywać mu jak zwyciężać, jak się cieszyć - nie tylko jak przegać i stracić. Dziedzictwo państwa komunistycznego, totalitarnego. Czuć się słabym, samotnym, zaszczutym, zagrożonym zdradą, niekompetencją, krytykanctwem, maruderstwem, miałkością i brakiem lojalności bliskich.  Złamanym - tak, i to jak bardzo. Niektórzy nadal uważają to za normalny, pożądany stan. Szkoda - w ten sposób nadal w Europie i na świecie pozostajemy dinozaurami, reliktem. Zmiana o której marzyliśmy i na jaką mieliśmy nadzieję nie zaszła, nie dopuściliśmy do zmiany wewnętrznej, odrzucaja starą skorupę - zewnętrzny objaw i pozorny ciężar. W środku,  do głębi przerośnięci tym samym, spruchniałym korzeniem, prawdziwie uciążliwym i trudnym do unicestwienia...