ja... mój dobytek
paczka makaronu i olej...
już spakowane w mojej torbie, ojej -
ciężko będzie - już cierpię ogromnie...
bo jeszcze i już nie wyszłam do domu...
a tu 13.00, zbliża się wielkim swym chodem...
biurko "nieodsprzątane", dziennik nie uzupełniony...
czas znów musi stanąć tu,
na tym dziś koniec i przerwa, potrzebna - siły, moc i werwa...
na jutrzejsze "wasze i me"
jutro też jest i będzie dzień - tyle wniosków
uciekam w pustkę dnia, aby odkryć życia pełnię,
tęsknię i biegnę...
porywam krzesło, bardzo mi ciąży, tym co tak - na jutrzejszy dzień - zostawiam,
ubiór to jedna z nielicznych rzeczy,
bo i dzisiejszy dzień jest pełny, pełny pełnią zadań,
porywam ciszę
bagaż, doświadczeń i czasu...
lekko utykam na lewą nogę, chyba ciężar nie ten lub inny mi się przemieścił
z tyłu ciążą troski, z przodu - obfitość
krągłość, brzuszek i dar kobiecej miłości
uroki ale i bogactwa moc - całość łaską są zwane...
poświąteczne powroty, 2.01.2020 r.
Komentarze
Prześlij komentarz