Mam już w życiu jeden cel, prócz setki innych. Jak Markowski z grupy "Perfekt", aktualnie - "odnawiam, restauruję i naprawiam...dusze ludzkie".
Ludzkie dusze. Ciał, jeszcze nie bardzo umiem. Choć czuję, że tak można, tak się pośrednio wpływa na człowieka.
W oddaleniu, nie bardzo umiem. Gdy w chodzę w grupę... częściej milczę. Choć wczoraj ktoś rzucił mi w twarz... słyszę, że ciągle narzekasz. A ja, ja się odsuwam. Ja - usuwam się w cień, w cichość. Wtedy oddaję pole innym, tak mi lepiej, i tak lubię...
Umiesz lepiej, potrafisz, zrób to. Nie wahaj się...
Niszczyć ludzi jest prosto.
Tkwić w miejscu... jest inaczej.
Cieszę się, że cicho siedzieć i zachować spokój umiem. Odnajduję się w tym, tak po prostu. Trwam w tym, bo szukam i czuję że są miejsca w jakich powinnam być, ale i te, w jakich... muszę być, muszę zostać...
Intuicyjnie... i to jest ta śmieszna prawda, ta dziwna jak pułapka - moja intuicja - jaka znów wygrała. I która wbrew mnie, wybrała...
Ta, intuicja, co powiedziała, z jednej strony "nie masz z tego nic" a z drugiej "kontynuuj".
Rób dokładnie to samo i - tak samo.
Trudne??? I tak... i nie.
Nie tylko dalej tak robię, choć boli - coraz bardziej. Tak już mam. Stawiam kolejne płotki i poprzeczki. Nawet "niską odporność na ból i porażkę" mam wypisane na twarzy, na razy, które zaraz potem następują. Uderzenia o przeszkodę, upadki. Na łajania i na wypominki, zwłaszcza tych, których kochałam i którym ufałam.
Ale... nie traktuję ich już poważnie, ani też - jako przyjaciół mych. Już wcale ich nie traktuję...
Te razy, są dla mnie zbyt ciężkie, by można było ich unikać lub - ich nie czuć.
Nawet to, by nie czuć... Nie czuć NIC.
Ludzkie dusze. Ciał, jeszcze nie bardzo umiem. Choć czuję, że tak można, tak się pośrednio wpływa na człowieka.
W oddaleniu, nie bardzo umiem. Gdy w chodzę w grupę... częściej milczę. Choć wczoraj ktoś rzucił mi w twarz... słyszę, że ciągle narzekasz. A ja, ja się odsuwam. Ja - usuwam się w cień, w cichość. Wtedy oddaję pole innym, tak mi lepiej, i tak lubię...
Umiesz lepiej, potrafisz, zrób to. Nie wahaj się...
Niszczyć ludzi jest prosto.
Tkwić w miejscu... jest inaczej.
Cieszę się, że cicho siedzieć i zachować spokój umiem. Odnajduję się w tym, tak po prostu. Trwam w tym, bo szukam i czuję że są miejsca w jakich powinnam być, ale i te, w jakich... muszę być, muszę zostać...
Intuicyjnie... i to jest ta śmieszna prawda, ta dziwna jak pułapka - moja intuicja - jaka znów wygrała. I która wbrew mnie, wybrała...
Ta, intuicja, co powiedziała, z jednej strony "nie masz z tego nic" a z drugiej "kontynuuj".
Rób dokładnie to samo i - tak samo.
Trudne??? I tak... i nie.
Nie tylko dalej tak robię, choć boli - coraz bardziej. Tak już mam. Stawiam kolejne płotki i poprzeczki. Nawet "niską odporność na ból i porażkę" mam wypisane na twarzy, na razy, które zaraz potem następują. Uderzenia o przeszkodę, upadki. Na łajania i na wypominki, zwłaszcza tych, których kochałam i którym ufałam.
Ale... nie traktuję ich już poważnie, ani też - jako przyjaciół mych. Już wcale ich nie traktuję...
Te razy, są dla mnie zbyt ciężkie, by można było ich unikać lub - ich nie czuć.
Nawet to, by nie czuć... Nie czuć NIC.
Komentarze
Prześlij komentarz