Gdy czytam jak to, gdzieś tam jest - myślę wtedy o moim miejscu pracy...
Taki kontekst, tło... gestalt. Ukłon w kierunku Pearlsa...
Taki kontekst, tło... gestalt. Ukłon w kierunku Pearlsa...
Te proponowane w tytule zagadnienia, bezpośrednio uderzają we mnie jako człowieka którego praca opiera się w 100% na przebywaniu z ludźmi, słuchaniu ich, obserwowaniu, dotykaniu czułych miejsc - ich duszy, ducha i najważniejsze - kształtowania ich umiejętności społecznych i ich samooceny. Tego, co w danym czasie, miejscu i kontekście społecznym, w bieżącym życiowym wydarzeniu - myślą o sobie, czy wierzą w siebie, swoje siły, precyzję, dary jakimi są obdarzeniu - umiejętności, cechy charakteru - cechy temperamentu i osobowości...
Czy dane wreszcie będzie im - użyć tego w nowym kraju, miejscu pracy, w nowej kulturze - otwartej pozornie czy też pozornie hermetycznej i zamkniętej - co czują, w co wierzą, komu ufają, jaka w nich jest dziś i na co - nadzieja???
Zaproponować takie rozumienie problemu, dziś - to po części mój obowiązek, powinność.
Raduje się też moje serce, że mogę zabrać tu głos - że tak potocznie powiem "pojadę" brzydko mówiąc, troszkę "po bandzie" - i z racji tematu "wykluczenia".....
I z racji problemu "mniejszości etnicznych" i pojawiających się coraz częściej blisko nas, w pracy, w szkole, w sklepie, na placu zabaw - odmiennych nam, językowo i kulturowo, ale i religijnie, pewnie i etnicznie - kolorem cery, wyglądem i strojem, fryzurą - dosłownie etnicznie osób z innych krajów, choć prawie ościennych.... U mnie w szkole również.
Sama próbuję się odnaleźć w tym, jak rozmawiać o tych zagadnieniach z kolegami, koleżankami nauczycielami, przyjaciółmi i dalszymi znajomymi - ale też i może przede wszystkim - hermetycznymi klasami.
Jak - przy tak wielkim napływie w tym roku zwłaszcza 2016/2017 tego rodzaju uczniów do naszej społeczności szkolnej, być i pozostać "otwartym", na "tak". I nie mam tu na myśli, broń Boże tylko kwotowego systemu przyjmowania uchodźców autorstwa Angeli Merkel.
A więc, zaczynamy wyliczankę tego dobrodziejstwa inwentarza: mam nowego Azera w II klasie z poszerzonym niemieckim... Mam Mołdawkę kompletnie nie umiejącą języków obcych poza mołdawskim i odrobinę, rosyjskim - "początkuje" ta miła uśmiechnięta, ciemnooka i z kruczym warkoczem po pas, dziewczyna - również w języku angielskim i polskim, jako nowymi - jednocześnie. Jest (są oni) nacją dość wyizolowaną, wymieniając się uwagami po rosyjsku, które ludzie mojego pokolenia, rozumieją przecież z racji naszych z bloku wschodniego zaszłości doskonale!!! Wyizolowana, bo doszła do 6 klasy, a mama i jej niania, rozmawiają w języku ojczystym... Oboje z nich i każdy następny uczeń mają przecież za rok z okładem zostać i u nas w kraju, i w polskiej szkole w komplecie z Polakami: być 7, i 8-klasą wg proponowanej właśnie reformy - od 2017/18 i dalej... dalej. Być może, różnice się zniwelują, a może, przeciwnie...
Kiedyś w moim gimnazjum był jeden jedyny, chroniony NI w zasadzie - Jewhienij - czyli "Gienek", jak go dla siebie nazywałam, Ukrainiec z okolic Doniecka, ale od 3 lat mieszkał z matką w Polsce, pomagało mu NI nawet w klasach starszych później, nie asymilował się i często zmieniał szkoły - nawet licea - o ile pamiętam, skończył wreszcie dobrze zaopiekowany i rozumiany prywatną szkołę na ul. Basztowej, malutką i kameralną - św. pamięci - jej dyrektora, wielkoluda - doskonale z twarzy, rysów i figury pamiętam do dziś...
Aktualnie są jeszcze: dwójka dziewcząt w IV klasie - Białoruś i Ukraina, i dwie malutkie,
w II i III SP - słodkie jak dokładnie "figureczki" i laleczki, z matrioszki. Dwa cudne warkoczyki, uśmiech i olbrzymie, chabrowe oczęta - zero języka polskiego, po prostu świergotają wdzięcznie....
W te zagadnienia, dopiero wchodzę, ja... dorosły człowiek...
Inaczej - widzą je nauczyciele poloniści, inaczej - wychowawca, a kompletnie inaczej rówieśnicy (skrajne reakcje). No i są wreszcie rodzice. Komentarz jednej z mam z ostatniego, środowego zebrania klas VI, gdy wychowawca klasy poprosiła o "względną zachętę", "otwartość i pomoc w aklimatyzacji" dla obcojęzycznej - na razie - koleżanki, usłyszała sarkastyczną uwagę: "Skoro tu przyjechała, to niech się dostosuje...." Mina wychowawcy: bezcenna - mniej więcej :(( - i do tego, nisko opadające ręce.
I tak już z konferencji na konferencję, wypisując oceny - przywykamy - my do nich a oni z konieczności, do nas...
Komentarze
Prześlij komentarz