Jak oswoić rzeczywistość, miejsce i mały wycinek świata by dzieciakom żyło się lepiej, piękniej i bezpiecznie... By chciały tu być...
Czasem przychodzi mi śmiać się po cichu, boki zrywać...
Uwagi dzieci o tym, w jakich warunkach pracujemy, co dla nich mamy, czego pełne są nasze pokoje - bo nie nazywamy ich "gabinety", ale i oczywiście nasza szkolna "Kraina przybytku i obfitości" - świetlica. Skarbnica wszelkiego rodzaju czyli pokój pani terapeuty pedagogicznego i zajęciowego (naszej muzykoterapeuty) to naprawdę bajka... gry, układanki, pufy, wszystko do rysowania i muzykowania... Klasyczna tablica z kredą!!!
Teksty dzieci są rozbrajające, unoszą mnie ponad krzesło - biurko i mój papierowy świat dzienników i kart, zapisków o moich działaniach:
"Ojej, ale tu pani ma piiiiięknie", obraca się na stópce taka królewna... :(..) i ma pani tyle kredek i ołówków - a ja lubię też farby(...) A ma je pani gdzieś ukryte, prawda???", kiedy indziej zaś:
"Ale kwiatów, czy one wszystkie są żywe???"
"A ma pani te dobre cukierki, te kolorowe, ciągutki takie"
Z goła inne problemy szkolne dopadają gimnazjalistów - liczne kryzysy i zmęczenie:
"Pani Aneto, czy mogę zrobić sobie kawę u pani??? Padam... - Nie, ale możesz kakao - rozpuszczalne. Tylko nie mam mleka... ale wrzątek już jest".
Jest pani aniołem, a jak zorganizuję (czytaj: wyproszę gdzieś...) mleko, to tę kawę jednak będę mógł wypić???... Umrę do 8 godziny lekcyjnej...
No dobra, przyznam - złamał mnie. No... Prosił, prosił i ... wyprosił....
Kawa była...
Czasem wpadnie jakiś maluch z 1-3 z dźwiękiem od wejścia: "uuuuu, jestem głodny".
Oto jego kromka starczyła na 2-3 godziny, później obiad - pewnie niezupełnie zjedzony przez małego delikwenta.
Wtedy staje przy mnie, gdy ja jem swoją kanapkę, patrzy w nią - i we mnie... i mówi kompletnie na żywca, bez cienia zażenowania: "hmmm, ja też jestem głodny".
Wiecie co, w takiej chwili - nie wiem gdzie oczy schować...
Mówię tylko do niego: "Otwórz szafkę, te drzwiczki z lewej... tak, tę niską, wybierz sobie coś...", bo zawsze mam tam jakiegoś batona i cukierki, często - otwartą czekoladę. Nie macie pojęcia ile dzieci jest "tak troszkę głodnych" a ile pragnie tej "nagrody", tego przywileju "pobywania", zobaczenia co inny - dorosły człowiek je w pracy - nie wiem jak to określić...
Jak mi "coś takiego" stoi za plecami, bo się już przylepiło - pytam, co mam zrobić.
No daję, i tyle...
Czasem przychodzi mi śmiać się po cichu, boki zrywać...
Uwagi dzieci o tym, w jakich warunkach pracujemy, co dla nich mamy, czego pełne są nasze pokoje - bo nie nazywamy ich "gabinety", ale i oczywiście nasza szkolna "Kraina przybytku i obfitości" - świetlica. Skarbnica wszelkiego rodzaju czyli pokój pani terapeuty pedagogicznego i zajęciowego (naszej muzykoterapeuty) to naprawdę bajka... gry, układanki, pufy, wszystko do rysowania i muzykowania... Klasyczna tablica z kredą!!!
Teksty dzieci są rozbrajające, unoszą mnie ponad krzesło - biurko i mój papierowy świat dzienników i kart, zapisków o moich działaniach:
"Ojej, ale tu pani ma piiiiięknie", obraca się na stópce taka królewna... :(..) i ma pani tyle kredek i ołówków - a ja lubię też farby(...) A ma je pani gdzieś ukryte, prawda???", kiedy indziej zaś:
"Ale kwiatów, czy one wszystkie są żywe???"
"A ma pani te dobre cukierki, te kolorowe, ciągutki takie"
Z goła inne problemy szkolne dopadają gimnazjalistów - liczne kryzysy i zmęczenie:
"Pani Aneto, czy mogę zrobić sobie kawę u pani??? Padam... - Nie, ale możesz kakao - rozpuszczalne. Tylko nie mam mleka... ale wrzątek już jest".
Jest pani aniołem, a jak zorganizuję (czytaj: wyproszę gdzieś...) mleko, to tę kawę jednak będę mógł wypić???... Umrę do 8 godziny lekcyjnej...
No dobra, przyznam - złamał mnie. No... Prosił, prosił i ... wyprosił....
Kawa była...
Czasem wpadnie jakiś maluch z 1-3 z dźwiękiem od wejścia: "uuuuu, jestem głodny".
Oto jego kromka starczyła na 2-3 godziny, później obiad - pewnie niezupełnie zjedzony przez małego delikwenta.
Wtedy staje przy mnie, gdy ja jem swoją kanapkę, patrzy w nią - i we mnie... i mówi kompletnie na żywca, bez cienia zażenowania: "hmmm, ja też jestem głodny".
Wiecie co, w takiej chwili - nie wiem gdzie oczy schować...
Mówię tylko do niego: "Otwórz szafkę, te drzwiczki z lewej... tak, tę niską, wybierz sobie coś...", bo zawsze mam tam jakiegoś batona i cukierki, często - otwartą czekoladę. Nie macie pojęcia ile dzieci jest "tak troszkę głodnych" a ile pragnie tej "nagrody", tego przywileju "pobywania", zobaczenia co inny - dorosły człowiek je w pracy - nie wiem jak to określić...
Jak mi "coś takiego" stoi za plecami, bo się już przylepiło - pytam, co mam zrobić.
No daję, i tyle...
Komentarze
Prześlij komentarz