Staramy się... jako rodzice by nasze dziecko za wszelką cenę było bezpieczne, unikało wszelkich ryzykownych sytuacji i zagrożeń. Czasem nawet chcielibyśmy uchronić je zasłaniając własną piersią.
Zadręczamy się wiecznym: czy zrobiłam wszystko, czy wszystko sprawdziłam, czy kontroluję, czy wiem... czy zapytałam i upewniłam się...
Czy znam ludzi jakimi się otacza, ich rodziców i te miejsca, ach te miejsca.
Czy on jest rozsądny, wreszcie - czy zna moje lęki i obawy...
No właśnie, często przekazujemy innym nasze owoce z przeszłości: te dziwne i nie kończące się lęki i obawy, strachy i wyobrażenia. Także uprzedzenia i niepewność. Powodujemy, że młody człowiek czuje to co my i tak jak my, nie starając się o budowanie autonomii i wzrastanie w odwadze i niezależności.
Nasze zachowanie powoli przestaje być troską, a zaczyna graniczyć z obsesją: obsesją kontroli i odpowiedzialności "za", próbą przeniknięcia rzeczywistości do głębi. Już nie sami męczymy się z nadużywaniem interpretacji. Żyjemy naszym uprzedzeniem do miejsc, ludzi i sytuacji.
I właśnie wtedy - życie zaczyna być jakąś karykaturą, namiastką tylko...
Przyzwyczajamy się, poddajemy się temu, co nie jest miłe...
Uczymy innych dokładnie tak, jak kiedyś zainfekowaliśmy siebie - życia w obawie, strachu i niepewności, bez krzty zdrowego zaufania. Otwarcia się na to, co może być i co ma prawo - tak zwyczajnie - się wydarzyć.
Czy tego chcemy, czy to dopuszczamy - jakkolwiek...
Nie przewidzimy wszystkich okoliczności przyrody, nie powstrzymamy zdarzeń. A to, co jest przypadkowe czy losowe, ma prawo się wydarzyć - tak po prostu..
Zadręczamy się wiecznym: czy zrobiłam wszystko, czy wszystko sprawdziłam, czy kontroluję, czy wiem... czy zapytałam i upewniłam się...
Czy znam ludzi jakimi się otacza, ich rodziców i te miejsca, ach te miejsca.
Czy on jest rozsądny, wreszcie - czy zna moje lęki i obawy...
No właśnie, często przekazujemy innym nasze owoce z przeszłości: te dziwne i nie kończące się lęki i obawy, strachy i wyobrażenia. Także uprzedzenia i niepewność. Powodujemy, że młody człowiek czuje to co my i tak jak my, nie starając się o budowanie autonomii i wzrastanie w odwadze i niezależności.
Nasze zachowanie powoli przestaje być troską, a zaczyna graniczyć z obsesją: obsesją kontroli i odpowiedzialności "za", próbą przeniknięcia rzeczywistości do głębi. Już nie sami męczymy się z nadużywaniem interpretacji. Żyjemy naszym uprzedzeniem do miejsc, ludzi i sytuacji.
I właśnie wtedy - życie zaczyna być jakąś karykaturą, namiastką tylko...
Przyzwyczajamy się, poddajemy się temu, co nie jest miłe...
Uczymy innych dokładnie tak, jak kiedyś zainfekowaliśmy siebie - życia w obawie, strachu i niepewności, bez krzty zdrowego zaufania. Otwarcia się na to, co może być i co ma prawo - tak zwyczajnie - się wydarzyć.
Czy tego chcemy, czy to dopuszczamy - jakkolwiek...
Nie przewidzimy wszystkich okoliczności przyrody, nie powstrzymamy zdarzeń. A to, co jest przypadkowe czy losowe, ma prawo się wydarzyć - tak po prostu..
Komentarze
Prześlij komentarz