Są takie profesje, takie zawody, w których trudno nam odróżnić prawdziwe emocje, te przeżywane od tego, co ciśnie nam się na usta... Zmęczenie od tego, co przeciąga się w czasie i utrwala. To, z czym mamy do czynienia na co dzień i co blokuje działanie. A co w odczuciu staje się nie do zniesienia. Co przeżywamy każdego dnia na nowo!!! Co wreszcie - blokuje nasze działania.
To wszystko wpływa bowiem zarówno na nasze samopoczucie jak i na efektywność działań...
Nikt nie lubi pracować w stresie, napięciu... odczuwając ciągłą presję otoczenia. presję wyniku, skutku pozytywnego. Czy jeszcze jesteśmy w kryzysie, czy jesteśmy w stanie pracować efektywnie?
Wiążąc się z innymi ludźmi i ich decyzjami, działaniami jeszcze długo po skończeniu pracy analizujemy i myślimy o tym, który już pewnie spokojnie odpoczywa. Jeśli ktoś obarczy nas decyzją lub jej skutkiem - spokojnie idzie do domu, a my zastanawiamy się długo nad ich perspektywą...
Ocena własnej skuteczności również nie uspakaja, nastraja nas dziwnie, napełnia wątpliwościami... Czasem sami podważamy własne kompetencje. Myślimy tylko o tym, jak niewiele możemy. Na jak niewiele rzeczy mamy wpływ.
Osamotnieni, popadamy w apatię, rezygnujemy z aktywności. Pytamy siebie: czy warto, jaki ma cel nasze ryzykowanie zdrowiem i życiem...
Pomyślmy, co by było, gdyby takie wątpliwości codziennie miał lekarz, chirurg... Saper, żołnierz. Ludzie od których zależy w prostej linii życie lub bezpieczeństwom innych. A jednak długa ekspozycja na wątpliwości i brak wiary w skuteczność działań - wywołują cierpienie i brak aktywności.
Każde działanie jest w pewnych sytuacjach dobre, zwłaszcza to, kiedy możemy jeszcze poprawić, udoskonalić je. I to, gdy nie jesteśmy sami z odpowiedzialnością za nie. Nie zawsze sprawdzimy wszystkie warunki brzegowe, wszystkie za i przeciw... mimo, że ktoś nas rozlicza co do włosa ze skutków.
Jesteśmy ludźmi, pomaganie zaś, praca z innym człowiekiem, praca na emocjach - ma bardzo ludzką twarz. A jeśli nie, to starajmy się - by już od dziś - taką ludzką twarz posiadało...
To wszystko wpływa bowiem zarówno na nasze samopoczucie jak i na efektywność działań...
Nikt nie lubi pracować w stresie, napięciu... odczuwając ciągłą presję otoczenia. presję wyniku, skutku pozytywnego. Czy jeszcze jesteśmy w kryzysie, czy jesteśmy w stanie pracować efektywnie?
Wiążąc się z innymi ludźmi i ich decyzjami, działaniami jeszcze długo po skończeniu pracy analizujemy i myślimy o tym, który już pewnie spokojnie odpoczywa. Jeśli ktoś obarczy nas decyzją lub jej skutkiem - spokojnie idzie do domu, a my zastanawiamy się długo nad ich perspektywą...
Ocena własnej skuteczności również nie uspakaja, nastraja nas dziwnie, napełnia wątpliwościami... Czasem sami podważamy własne kompetencje. Myślimy tylko o tym, jak niewiele możemy. Na jak niewiele rzeczy mamy wpływ.
Osamotnieni, popadamy w apatię, rezygnujemy z aktywności. Pytamy siebie: czy warto, jaki ma cel nasze ryzykowanie zdrowiem i życiem...
Pomyślmy, co by było, gdyby takie wątpliwości codziennie miał lekarz, chirurg... Saper, żołnierz. Ludzie od których zależy w prostej linii życie lub bezpieczeństwom innych. A jednak długa ekspozycja na wątpliwości i brak wiary w skuteczność działań - wywołują cierpienie i brak aktywności.
Każde działanie jest w pewnych sytuacjach dobre, zwłaszcza to, kiedy możemy jeszcze poprawić, udoskonalić je. I to, gdy nie jesteśmy sami z odpowiedzialnością za nie. Nie zawsze sprawdzimy wszystkie warunki brzegowe, wszystkie za i przeciw... mimo, że ktoś nas rozlicza co do włosa ze skutków.
Jesteśmy ludźmi, pomaganie zaś, praca z innym człowiekiem, praca na emocjach - ma bardzo ludzką twarz. A jeśli nie, to starajmy się - by już od dziś - taką ludzką twarz posiadało...
Komentarze
Prześlij komentarz