Nerwica natręctw, kompulsywne myślenie o tym co może nas spotkać, przydarzyć się nam, zaskoczyć, co nas zniszczy i powali na twarz. Nasze obawy jakie produkuje mózg, najtrwalsze i najtrudniejsze do oswojenia, pomieszczenia - "skontenerowania" w sobie. Strach karzący nas, upadlający, któremu ulegamy i jaki nie pozwala nam funkcjonować.
Dlaczego dopada nas najczęściej w młodości. Podcina skrzydła, uniemożliwia radosne i lekkie funkcjonowanie, czerpanie satysfakcji z codziennych aktywności. Blokuje refleksję i myślenie. Widzimy wtedy świat jako ponury i zagrażający...
Z pewnego oddalenia tę nerwowość przeplataną również mnóstwem tików, zmian na twarzy, "przyruchów" nie do skontrolowania i nie do opanowania, można spostrzegać jako przemijającą, ewoluującą. A tak naprawdę, jest powodem udręczenia dla osoby... Próba kontrolowania takich zachowań i sygnałów ciała dodatkowo obciąża, nieskuteczność prób - załamuje...
To nie sytuacja trywialna, to kłopot zwłaszcza gdy patrzą i odbierają nas inne osoby, zdziwione, zaskoczone, z półuśmiechem na twarzy, ironią...
Troska o siebie, koncentracja na sobie dodatkowo wzmacnia objaw, cierpimy więcej i dłużej nie mogąc poradzić sobie z przykrymi konsekwencjami, z wieczorami lub porankami gdzie dopada strach, obawa, uporczywa myśl, ciągle obrabiamy i przeżywamy jeden temat...
Tracimy zdolność cieszenia się rzeczami małymi, przeżywania tego co "tu i teraz", ciągle chcemy przed czymś uciec lub się obronić. Obawa przed samotnością i odrzuceniem...
Nie dajmy sobie przyzwolenia, aby negatywne emocje zajęły naszą głowę, zniewoliły umysł i oddały pod jego kontrolę serce. Niech stanie się odwrotnie, w przeżywaniu choćby okruchów i zapowiedzi dobra i szczęścia, opieki i troski bliskich poszukujmy tego, czego nam brakuje. Oparcia, opieki, ukojenia i potwierdzenia dla słów, że sami nie jesteśmy i nie pozostajemy z problemem. I że udaje nam się znaleźć człowieka, otrzymać od niego potrzebne wsparcie, spotykamy kolejną prawdziwie troskliwą osobę, która da nam swój czas i uwagę. Która wysłucha, zrozumie i cierpliwie "pobędzie" z nami, akceptując nas - osobę, człowieka z jego potencjałem - ale nie nasz osłabiający wolę życia, obcy i znienawidzony lęk, zaprzeczający naszej wewnętrznej sile człowieczeństwa.
Dlaczego dopada nas najczęściej w młodości. Podcina skrzydła, uniemożliwia radosne i lekkie funkcjonowanie, czerpanie satysfakcji z codziennych aktywności. Blokuje refleksję i myślenie. Widzimy wtedy świat jako ponury i zagrażający...
Z pewnego oddalenia tę nerwowość przeplataną również mnóstwem tików, zmian na twarzy, "przyruchów" nie do skontrolowania i nie do opanowania, można spostrzegać jako przemijającą, ewoluującą. A tak naprawdę, jest powodem udręczenia dla osoby... Próba kontrolowania takich zachowań i sygnałów ciała dodatkowo obciąża, nieskuteczność prób - załamuje...
To nie sytuacja trywialna, to kłopot zwłaszcza gdy patrzą i odbierają nas inne osoby, zdziwione, zaskoczone, z półuśmiechem na twarzy, ironią...
Troska o siebie, koncentracja na sobie dodatkowo wzmacnia objaw, cierpimy więcej i dłużej nie mogąc poradzić sobie z przykrymi konsekwencjami, z wieczorami lub porankami gdzie dopada strach, obawa, uporczywa myśl, ciągle obrabiamy i przeżywamy jeden temat...
Tracimy zdolność cieszenia się rzeczami małymi, przeżywania tego co "tu i teraz", ciągle chcemy przed czymś uciec lub się obronić. Obawa przed samotnością i odrzuceniem...
Nie dajmy sobie przyzwolenia, aby negatywne emocje zajęły naszą głowę, zniewoliły umysł i oddały pod jego kontrolę serce. Niech stanie się odwrotnie, w przeżywaniu choćby okruchów i zapowiedzi dobra i szczęścia, opieki i troski bliskich poszukujmy tego, czego nam brakuje. Oparcia, opieki, ukojenia i potwierdzenia dla słów, że sami nie jesteśmy i nie pozostajemy z problemem. I że udaje nam się znaleźć człowieka, otrzymać od niego potrzebne wsparcie, spotykamy kolejną prawdziwie troskliwą osobę, która da nam swój czas i uwagę. Która wysłucha, zrozumie i cierpliwie "pobędzie" z nami, akceptując nas - osobę, człowieka z jego potencjałem - ale nie nasz osłabiający wolę życia, obcy i znienawidzony lęk, zaprzeczający naszej wewnętrznej sile człowieczeństwa.
Komentarze
Prześlij komentarz