Na etapie liceum czy studiów gro z nas łapie się na tym, że realizujemy nie swoje marzenia i plany, ale że ktoś inny pociąga za sznurki. Jest nam coraz ciężej ze znalezieniem celu, odkryciem motywacji z daniem sobie odpowiedzi na pytanie "dlaczego tu jestem" i "czego ja tak naprawdę chcę w życiu". Smutek, przygnębienie i pustka, osaczają coraz mocniej, czujemy się jakby ktoś ułamał nam skrzydła - trochę wyrwanych piór leży dookoła...
To co wydawało się naszym wyborem, jest teraz obce, odległe...
To nie szczyty są obce tylko droga jakaś nie nasza, inne pasma gór byłyby czymś właściwym, ale dlaczego jesteśmy tu, co nam kazało... a raczej - kto...
Odkrywamy, że realizujemy cudze plany i marzenia, że ktoś nas wpisał w obsadę filmu, jakiego nie mieliśmy zagrać... Czujemy się obco. Nie wypowiemy więcej słów roli nam przygotowanej, bez przekonania i bez troski o to, co dziś się z nami dzieje, i co teraz robimy.
Czasem łatwo wyjść, wyskoczyć z roli... czasem utrzymują nas w niej wyrzuty sumienia, cudze nakłady finansowe, rodzinne koneksje...
Stracilibyśmy zbyt wiele.
Chowamy więc dumę i uprzedzenia do "kieszeni", brniemy w nie, staramy się uśmiechać do przeciwności... Negujemy nasz świat, głęboko pochowany jak w grobowcu, marzenia - jakie mamy, świadomi raczej planów, jakie wobec nas ktoś inny szykuje... i realizuje.
Żyjemy nie własnym już życiem!!!.
Odlegli coraz bardziej od siebie...
Trwamy w niezgodzie wewnętrznej, męczymy się... Z potwornym obciążeniem, poczuciem niespełnienia, bardziej troszczymy się o innych i ich komfort niż o nas samych. Szkoda, bo przecież też mamy prawo do osobistego szczęścia....
To co wydawało się naszym wyborem, jest teraz obce, odległe...
To nie szczyty są obce tylko droga jakaś nie nasza, inne pasma gór byłyby czymś właściwym, ale dlaczego jesteśmy tu, co nam kazało... a raczej - kto...
Odkrywamy, że realizujemy cudze plany i marzenia, że ktoś nas wpisał w obsadę filmu, jakiego nie mieliśmy zagrać... Czujemy się obco. Nie wypowiemy więcej słów roli nam przygotowanej, bez przekonania i bez troski o to, co dziś się z nami dzieje, i co teraz robimy.
Czasem łatwo wyjść, wyskoczyć z roli... czasem utrzymują nas w niej wyrzuty sumienia, cudze nakłady finansowe, rodzinne koneksje...
Stracilibyśmy zbyt wiele.
Chowamy więc dumę i uprzedzenia do "kieszeni", brniemy w nie, staramy się uśmiechać do przeciwności... Negujemy nasz świat, głęboko pochowany jak w grobowcu, marzenia - jakie mamy, świadomi raczej planów, jakie wobec nas ktoś inny szykuje... i realizuje.
Żyjemy nie własnym już życiem!!!.
Odlegli coraz bardziej od siebie...
Trwamy w niezgodzie wewnętrznej, męczymy się... Z potwornym obciążeniem, poczuciem niespełnienia, bardziej troszczymy się o innych i ich komfort niż o nas samych. Szkoda, bo przecież też mamy prawo do osobistego szczęścia....
Komentarze
Prześlij komentarz