Czasem matki obarczają się odpowiedzialnością za rodzące się dziecko nie tak zdrowe, jak chciałyby - aby było... boją się wady genetycznej, przewlekłej choroby, pewnego rodzaju naznaczenia, skazy...
Rodzi się kolejne dziecko a w nich, nadal mieszka lęk, z lękiem zaś - gnieździ się gdzieś w umyśle poczucie winy. Do tego dochodzi nie tyle osamotnienie w takim odczuwaniu ale przede wszystkim poczucie niezrozumienia przez otoczenie, nawet przez rodzinę.
Czasem i rodzina, zwłaszcza matki i teściowe zakażają nas właśnie takim lękiem - uważaj, miej się na baczności, też tak myślałam, też miałam nadzieję...
Na ostatnim wyjeździe wspólnotowym w sierpniu obserwowałam taką matkę, która swój lęk przeżywała na nowo. Izolowała swoje dziecko i izolowała te emocje... Bała się powtórki z poprzedniej ciąży. Bałą się, że po córce z jaką miała rozliczne problemy zdrowotne, i jakim towarzyszył strach, niepokój, nieprzespane noce i nowemu potomkowi, zgodnie - z wcześniejszymi zapowiedziami lekarzy - będzie towarzyszyła liczna grupa objawów. Mimo, iż nic z tych rzeczy nie miało miejsca drżenie matki pozostało. Lęk towarzyszył jej i nie była w stanie przyjąć dziecka takiego, jakim jest - zdrowego.
Inni czasem przygotowują nas na złe, na gorsze. Nie umiemy się obronić bo i nasza podatność na takie informacje jest duża. Dodatkowo czytamy wszystkie możliwe opracowania i wolimy przygotować się na gorsze scenariusze. Trudniej jest ofiarować i przynosić dobrą nowinę, grozi to jej dyskwalifikacją, nieprzyjęciem w tym wypadku.
Dziwne, prawda??? Mimo, że cieszy i powinna rozluźnić nas i wywołać spokój, działa odwrotnie - nie mobilizuje siły ale wyczerpuje, jak wpuszczana powoli do krwiobiegu, prosto do serca - podła trucizna...
Rodzi się kolejne dziecko a w nich, nadal mieszka lęk, z lękiem zaś - gnieździ się gdzieś w umyśle poczucie winy. Do tego dochodzi nie tyle osamotnienie w takim odczuwaniu ale przede wszystkim poczucie niezrozumienia przez otoczenie, nawet przez rodzinę.
Czasem i rodzina, zwłaszcza matki i teściowe zakażają nas właśnie takim lękiem - uważaj, miej się na baczności, też tak myślałam, też miałam nadzieję...
Na ostatnim wyjeździe wspólnotowym w sierpniu obserwowałam taką matkę, która swój lęk przeżywała na nowo. Izolowała swoje dziecko i izolowała te emocje... Bała się powtórki z poprzedniej ciąży. Bałą się, że po córce z jaką miała rozliczne problemy zdrowotne, i jakim towarzyszył strach, niepokój, nieprzespane noce i nowemu potomkowi, zgodnie - z wcześniejszymi zapowiedziami lekarzy - będzie towarzyszyła liczna grupa objawów. Mimo, iż nic z tych rzeczy nie miało miejsca drżenie matki pozostało. Lęk towarzyszył jej i nie była w stanie przyjąć dziecka takiego, jakim jest - zdrowego.
Inni czasem przygotowują nas na złe, na gorsze. Nie umiemy się obronić bo i nasza podatność na takie informacje jest duża. Dodatkowo czytamy wszystkie możliwe opracowania i wolimy przygotować się na gorsze scenariusze. Trudniej jest ofiarować i przynosić dobrą nowinę, grozi to jej dyskwalifikacją, nieprzyjęciem w tym wypadku.
Dziwne, prawda??? Mimo, że cieszy i powinna rozluźnić nas i wywołać spokój, działa odwrotnie - nie mobilizuje siły ale wyczerpuje, jak wpuszczana powoli do krwiobiegu, prosto do serca - podła trucizna...
Komentarze
Prześlij komentarz