Jeszcze wczoraj zielona trawa, wolność i brak ograniczeń w terenie. Idziesz, gdzie chcesz... jesz co tylko chcesz. Perspektywa zielonej i ogromnej krainy. A potem nagle zmiany, które zmuszają do podejmowania dziwnych kroków. Jest strach i niepewność, wątpliwości trudne do szybkiego rozsądzenia.
Nie lękaj się, przecież wiesz, że i ja i ty, czekamy na ten lepszy czas, czas gdy nas przygarnie ktoś i zapewni bezpieczeństwo, a równocześnie pozwoli nam chodzić po pastwiskach - oddalić się bez strachu... Kto nam towarzyszy i zadba na co dzień.
Wraca mi we wspomnieniach taki obraz... nawet zdjęcia robiłam stadu owiec, które mnie otaczało i powoli okrążało na pastwisku. To ja byłam obca, byłam gościem, moze nawet dla nich - tą czarną owcą.
Ponad trzy tygodnie temu - ja sama - wśród stada owiec, zbliżających się do mnie prawie u stóp, u podnóża Pilska, przy jednej z dróg, pod kapliczką - siedziałam sobie, żując kolejnego oscypka...
Łapałam promienie ostatnich jesiennych i słonecznych dni, w październiku.

Komentarze
Prześlij komentarz