Matka...
Matka jest...
Matka jest... Ale po co, czy w jakiej funkcji. Czy tylko karmicielka, stróż i jedyny czasem ratunek "zbawczy", taki twór - zasłaniający ciałem dziecko. Kobieta, która urodziła, ale czasem - poroniła, straciła, ta, która zaadoptowała... I ta, co uległa pokusie i złudzeniu miłości... Jak niektórzy wulgarnie nazwą ją - jeden raz "puściła się", bo łatwa, rozchyliła nogi.
Matka święta kobieta, matka - która tworzy dom, podsyca i podtrzymuje ogień domowego ogniska. Matka - jakoby osoba (s)twarzająca, kreatorka, autorka lub współautor sukcesu?
Dająca, obdarowująca życiem, pokarmem, dająca bezpieczeństwo i cierpliwie słuchająca, obdarowująca uwagą.
Wszystko i każda w jednej, w jednej jedynej osobie, złożona.
Ta, co kocha bez granic, i jednocześnie wścieka się, cała wzburzona. Ta, co traci w jednej dziedzinie i zyskuje w innej, odnajduje bowiem spokój nie poza sobą, lecz znów "w sobie",
w relacji, w związku...
Co ma, oddaje, dzieli się. Nie ma - pójdzie prosić, żebrząc. Dla dzieci - wszystko jest w stanie zrobić, swe życie nawet - poświęcić. Dziś nie o niej, nie o tej, dobrej na wskroś.
Dziś nie o pięknej, dzikiej i namiętnej, młodej mamie ciałem i duchem.
I choć, Matka jest tylko jedna - ja piszę dziś o wielu, i o tym trudnym... gorszym ich sorcie... O tych mściwych i żyjących nienawiścią matek, pamiętliwych i szukających odwetu, takich jakie znam nawet nie tyle z autopsji, z pracy - z rodzinami. Ale w rodzinie... w mojej rodzinie...
O mojej siostrze, która pogoniła i wymeldowała swoją córkę, pakując ją do kilku pudeł. Jej rzeczy i jej życie. Zmieniła zamki,potem też - wymeldowała urzędowo...
O matce, co chroni nadmiernie, to co ma, swoją miłość i swoją wyłączność... O autonomicznej kobiecie - czasem "bez uczuć", bez tego drżenia i delikatności w sercu.
Zawodowej matce... na pełen - okrucieństwa i oddalenia od odruchów serca - etat. Tej, co w konflikcie z ojcem dziecka, biologicznym, "olewa" to ciepło i współdzielenie dziecka ze swoim, nawet jeszcze nie "byłym" jak go nazywa. Tej, co kreuje ojca na potwora, oskarżając go w prokuraturze np. o znęcanie się, czy molestowanie, przemoc seksualną i inne - by dobry i zasadny rozwód uzyskać... Orzeczenie o winie.
Tej kobiecie, co zaznacza jak moczem granice, co kwitnie w nienawiści. Co łatwo potępia, i straszy osobą ojca. To taka kobieta, bo nie nazwę jej matką - co dobrze się bawi, cieszy się nie skrycie pewnie ale jawnie - gdy sama jej córka, o ojcu, mówi "Ten" czy "Tamten".
A nie "Mój tato, kochany! Tatusiuuu".
Skąd ta zmiana i dlaczego powstaje tak szybko, trwa, tak nieodwracalnie.
Po co i w jakim celu, rani tak głęboko. Żyje i karmi się nienawiścią.
Jak podzielił się tym pewien tata, świeże - z wczoraj słowa: "To od matki zależy dziś wszystko. Ja - sobie czekam cierpliwie - na ten dzień, ale widzę że na spotkanie z córką są coraz mniejsze szanse. Na rozmowę z nią, posiedzenie sobie wspólne...". I rzucił na odchodne: "Cierpię, milczę i czekam... I czuję prócz złości na nią, na moją żonę - tam głęboko, w sercu - czuję smutek".
Ta matka - blokuje wszystko. To co jest, i to - co ewentualnie mogło by się, spontanicznie przecież - zdarzyć.
Smutne to, no i boli. Nawet mnie, po tylu latach pracy.
Matka jest tylko jedna.
Jak w tym starym dowcipie o flaszkach wódki i wierszu, opowiadaniu, jakie miał Jaś napisać, używając słowa - wytrychu, zwrotu: MATKA - JEST TYLKO JEDNA!
Matka jest...
Matka jest... Ale po co, czy w jakiej funkcji. Czy tylko karmicielka, stróż i jedyny czasem ratunek "zbawczy", taki twór - zasłaniający ciałem dziecko. Kobieta, która urodziła, ale czasem - poroniła, straciła, ta, która zaadoptowała... I ta, co uległa pokusie i złudzeniu miłości... Jak niektórzy wulgarnie nazwą ją - jeden raz "puściła się", bo łatwa, rozchyliła nogi.
Matka święta kobieta, matka - która tworzy dom, podsyca i podtrzymuje ogień domowego ogniska. Matka - jakoby osoba (s)twarzająca, kreatorka, autorka lub współautor sukcesu?
Dająca, obdarowująca życiem, pokarmem, dająca bezpieczeństwo i cierpliwie słuchająca, obdarowująca uwagą.
Wszystko i każda w jednej, w jednej jedynej osobie, złożona.
Ta, co kocha bez granic, i jednocześnie wścieka się, cała wzburzona. Ta, co traci w jednej dziedzinie i zyskuje w innej, odnajduje bowiem spokój nie poza sobą, lecz znów "w sobie",
w relacji, w związku...
Co ma, oddaje, dzieli się. Nie ma - pójdzie prosić, żebrząc. Dla dzieci - wszystko jest w stanie zrobić, swe życie nawet - poświęcić. Dziś nie o niej, nie o tej, dobrej na wskroś.
Dziś nie o pięknej, dzikiej i namiętnej, młodej mamie ciałem i duchem.
I choć, Matka jest tylko jedna - ja piszę dziś o wielu, i o tym trudnym... gorszym ich sorcie... O tych mściwych i żyjących nienawiścią matek, pamiętliwych i szukających odwetu, takich jakie znam nawet nie tyle z autopsji, z pracy - z rodzinami. Ale w rodzinie... w mojej rodzinie...
O mojej siostrze, która pogoniła i wymeldowała swoją córkę, pakując ją do kilku pudeł. Jej rzeczy i jej życie. Zmieniła zamki,potem też - wymeldowała urzędowo...
O matce, co chroni nadmiernie, to co ma, swoją miłość i swoją wyłączność... O autonomicznej kobiecie - czasem "bez uczuć", bez tego drżenia i delikatności w sercu.
Zawodowej matce... na pełen - okrucieństwa i oddalenia od odruchów serca - etat. Tej, co w konflikcie z ojcem dziecka, biologicznym, "olewa" to ciepło i współdzielenie dziecka ze swoim, nawet jeszcze nie "byłym" jak go nazywa. Tej, co kreuje ojca na potwora, oskarżając go w prokuraturze np. o znęcanie się, czy molestowanie, przemoc seksualną i inne - by dobry i zasadny rozwód uzyskać... Orzeczenie o winie.
Tej kobiecie, co zaznacza jak moczem granice, co kwitnie w nienawiści. Co łatwo potępia, i straszy osobą ojca. To taka kobieta, bo nie nazwę jej matką - co dobrze się bawi, cieszy się nie skrycie pewnie ale jawnie - gdy sama jej córka, o ojcu, mówi "Ten" czy "Tamten".
A nie "Mój tato, kochany! Tatusiuuu".
Skąd ta zmiana i dlaczego powstaje tak szybko, trwa, tak nieodwracalnie.
Po co i w jakim celu, rani tak głęboko. Żyje i karmi się nienawiścią.
Jak podzielił się tym pewien tata, świeże - z wczoraj słowa: "To od matki zależy dziś wszystko. Ja - sobie czekam cierpliwie - na ten dzień, ale widzę że na spotkanie z córką są coraz mniejsze szanse. Na rozmowę z nią, posiedzenie sobie wspólne...". I rzucił na odchodne: "Cierpię, milczę i czekam... I czuję prócz złości na nią, na moją żonę - tam głęboko, w sercu - czuję smutek".
Ta matka - blokuje wszystko. To co jest, i to - co ewentualnie mogło by się, spontanicznie przecież - zdarzyć.
Smutne to, no i boli. Nawet mnie, po tylu latach pracy.
Matka jest tylko jedna.
Jak w tym starym dowcipie o flaszkach wódki i wierszu, opowiadaniu, jakie miał Jaś napisać, używając słowa - wytrychu, zwrotu: MATKA - JEST TYLKO JEDNA!
Komentarze
Prześlij komentarz