Informacja od dziecka: Nie chcę go znać, mam nowego ojca... Nie jest mi z nim dobrze, tak patrzy. Nie chcę niczego, co mi przynosi. Jego obecność jest dla mnie trudna. Czy może mnie pani schować, mogę się tu ukryć gdzieś. Mój ojciec na zajęciach z fizyki i chemii - które z nim mam, poniża mnie - krzyczy i atakuje mnie, mówi że jestem tępa i nic nie rozumiem... czuję się jakbym nie była jego córką a on,moim tatą... Czy mogę się już z nim nie widywać
Ja: Tak, możesz... Wolno ci to czuć... masz prawo do tych trudnych, i jeszcze bardziej gorących emocji... Chcesz się przytulić do kogoś, a masz do kogo??? Czy rozmawiasz o tym z kimś jeszcze???
Od matki: Robię co mogę, zachęcam ją... Pracuję nad tym.
Mój mąż jest głąbem, nigdy nie byliśmy szczęśliwi - razem, obydwoje... jest i było trudno, ale teraz - to już jest przegięcie pały...
Mam tego dość, rozwód to najpewniej najtrudniejsza ale też najlepsza rzecz - i tak dawno już nie rozmawiamy, budżet nie jest wspólny -
Wie pani, ja utrzymuję dom... i rodzinę, wie pani jakie to trudne, w ogóle - wie pani....
Ja: A co właściwie takiego wiem, co wiem na pewno???
Milczę...
Od ojca: Chcę, domagam się. Ona jest moją córką. To znaczy, moją też. Tak tak, rozumiem. Ona się boi???A co ja mam powiedzieć.Gdzie moje prawo, mam prawa. O nie, o tak, o nie.
Hmmm mam wiele praw, zagwarantowane, tu mam też postanowienie sądu. Nie, tamtego wyroku nie mam, złożyłem od niego odwołanie. Czekam... Na tamto badanie, nie zgodzę się - a nad tym - zastanowię.
Proszę zwrócić uwagę na to, i tu, i tu... podkreśliłem, co pani powinna przeczytać...
Proszę mi tego pisma nie pokazywać, nie podpiszę, że się zapoznałem.
Nie interesuje mnie stanowisko szkoły. I to, co panie i to co inni rodzice.
Ja... Ja... ja chcę i ja mam...
Ja: Kręcę głową. Milczę... Składam rzeczy na biurku. Po kilku rozmowach, dwóch kłótniach, kilkunastu interwencjach lub pościgach po szkole. Złożonych pismach i wnioskach, zapytaniach.
Szkoda słów, i głosu... milczę, ubieram się.
Wypowiedź ojca trwa, monolog.
I dalej, ja: urywa się uwaga po mojej stronie, bo - tym razem - ja, chcę już iść do domu... skończyłam dawno pracę i kolejny raz mówię to ojcu, że nie szanuje mnie i mojego czasu, za który też - nie płaci on, ani nikt inny... Nie trafia argument, ze moja rodzina jest głodna, że czeka...)
Pragniesz uzgodnić wersje, po co ci to - to wszystko wersje jednej i tej samej rzeczywistości rodzinnej i wychowawczej. Oni wszyscy mają jakąś część racji. A może więcej niż część, może - całą rację???
Ja: Tak, możesz... Wolno ci to czuć... masz prawo do tych trudnych, i jeszcze bardziej gorących emocji... Chcesz się przytulić do kogoś, a masz do kogo??? Czy rozmawiasz o tym z kimś jeszcze???
Od matki: Robię co mogę, zachęcam ją... Pracuję nad tym.
Mój mąż jest głąbem, nigdy nie byliśmy szczęśliwi - razem, obydwoje... jest i było trudno, ale teraz - to już jest przegięcie pały...
Mam tego dość, rozwód to najpewniej najtrudniejsza ale też najlepsza rzecz - i tak dawno już nie rozmawiamy, budżet nie jest wspólny -
Wie pani, ja utrzymuję dom... i rodzinę, wie pani jakie to trudne, w ogóle - wie pani....
Ja: A co właściwie takiego wiem, co wiem na pewno???
Milczę...
Od ojca: Chcę, domagam się. Ona jest moją córką. To znaczy, moją też. Tak tak, rozumiem. Ona się boi???A co ja mam powiedzieć.Gdzie moje prawo, mam prawa. O nie, o tak, o nie.
Hmmm mam wiele praw, zagwarantowane, tu mam też postanowienie sądu. Nie, tamtego wyroku nie mam, złożyłem od niego odwołanie. Czekam... Na tamto badanie, nie zgodzę się - a nad tym - zastanowię.
Proszę zwrócić uwagę na to, i tu, i tu... podkreśliłem, co pani powinna przeczytać...
Proszę mi tego pisma nie pokazywać, nie podpiszę, że się zapoznałem.
Nie interesuje mnie stanowisko szkoły. I to, co panie i to co inni rodzice.
Ja... Ja... ja chcę i ja mam...
Ja: Kręcę głową. Milczę... Składam rzeczy na biurku. Po kilku rozmowach, dwóch kłótniach, kilkunastu interwencjach lub pościgach po szkole. Złożonych pismach i wnioskach, zapytaniach.
Szkoda słów, i głosu... milczę, ubieram się.
Wypowiedź ojca trwa, monolog.
I dalej, ja: urywa się uwaga po mojej stronie, bo - tym razem - ja, chcę już iść do domu... skończyłam dawno pracę i kolejny raz mówię to ojcu, że nie szanuje mnie i mojego czasu, za który też - nie płaci on, ani nikt inny... Nie trafia argument, ze moja rodzina jest głodna, że czeka...)
Pragniesz uzgodnić wersje, po co ci to - to wszystko wersje jednej i tej samej rzeczywistości rodzinnej i wychowawczej. Oni wszyscy mają jakąś część racji. A może więcej niż część, może - całą rację???
Komentarze
Prześlij komentarz