Idzie i zdaje mu się nawet, że wędruje. Choć inny nazwałby to ucieczką... W lęku, zasłania oczy. Kapelusz głębiej naciąga na twarz lub zniekształca czapkę. Anonimowy i zawsze sam. samotny... Niepewny...
Zadaje sobie 100 pytań na minutę... Innych nie pyta, bo nie wypada. Stara się sam sprostać kolejnym wyzwaniom, ale już zawczasu lęka się, że nie podoła... Że znów da plamę. Nic przecież nie wyjdzie ze starań, z pracy, jest przekonany że szkoda próbować. Słyszał to przez całe życie - że nic z niego nie będzie, że będzie nikim bo jest już niczym...
Chyba nikt go nie kochał, a przynajmniej - nie mówił mu o tym. Unosi się w powietrzu...
Wpada do gabinetu, siada na moment i już usiłuje się zerwać do lotu.
Mam czasem wrażenie że trafił tu zupełnie przypadkiem, sam nie chciał - ale nogi wybrały ten kierunek. Naiwne, samowolne, tylko one jeszcze walczą - wierzgając. Nie podporządkowały się do końca.
Chce herbatę lub szklankę wody, ale od razu przeprasza za kłopot - i rezygnuje...
Przeprasza za to że jest, za to że żyje, że głowę tylko zawraca...
Rezygnuje zwykle z siebie... z rozmowy, z czasu - przepraszając że nadużył mojego czasu i cierpliwości. Cud - że jeszcze żyje. Mówi - nie potrzebuję i nie pragnę (już) niczego. Nie ma nadziei, nie ma widoku na... Nie chcę patrzeć w przyszłość. Jutro mnie przeraża i blokuje. Prawie marzę o hibernacji. O niebycie... O rozmyciu się w czasie i przestrzeni - bo i tak wygląda jego i jej - życie.
Zagubiony, porzucony.
Przeżył swoje, wie lepiej... Życie ma boleć, cierpienie - musi uszlachetnić.
Slogany, puste i powierzchowne słowa.
Mało miejsca na to co czuje, brak miejsca na pragnienia i marzenia.
Trochę się boję bo wychowuje małe dzieci, a one jak gąbka nasiąkają takim klimatem, tymi słowami... Stojąc za matką lub ojcem - spuszczają oczy, przygryzają wargę... nie mieszczą się we framudze drzwi - wchodzą w szafę. Gdyby mogli - zrobiliby się o połowę mniejsi lub po prostu niewidoczni, przeźroczyści...
Szary strój, nieciekawa fryzura, nierzucająca się w oczy twarz.
Oddalenie o jakim niewiele się dowiem,
Zadaje sobie 100 pytań na minutę... Innych nie pyta, bo nie wypada. Stara się sam sprostać kolejnym wyzwaniom, ale już zawczasu lęka się, że nie podoła... Że znów da plamę. Nic przecież nie wyjdzie ze starań, z pracy, jest przekonany że szkoda próbować. Słyszał to przez całe życie - że nic z niego nie będzie, że będzie nikim bo jest już niczym...
Chyba nikt go nie kochał, a przynajmniej - nie mówił mu o tym. Unosi się w powietrzu...
Wpada do gabinetu, siada na moment i już usiłuje się zerwać do lotu.
Mam czasem wrażenie że trafił tu zupełnie przypadkiem, sam nie chciał - ale nogi wybrały ten kierunek. Naiwne, samowolne, tylko one jeszcze walczą - wierzgając. Nie podporządkowały się do końca.
Chce herbatę lub szklankę wody, ale od razu przeprasza za kłopot - i rezygnuje...
Przeprasza za to że jest, za to że żyje, że głowę tylko zawraca...
Rezygnuje zwykle z siebie... z rozmowy, z czasu - przepraszając że nadużył mojego czasu i cierpliwości. Cud - że jeszcze żyje. Mówi - nie potrzebuję i nie pragnę (już) niczego. Nie ma nadziei, nie ma widoku na... Nie chcę patrzeć w przyszłość. Jutro mnie przeraża i blokuje. Prawie marzę o hibernacji. O niebycie... O rozmyciu się w czasie i przestrzeni - bo i tak wygląda jego i jej - życie.
Zagubiony, porzucony.
Przeżył swoje, wie lepiej... Życie ma boleć, cierpienie - musi uszlachetnić.
Slogany, puste i powierzchowne słowa.
Mało miejsca na to co czuje, brak miejsca na pragnienia i marzenia.
Trochę się boję bo wychowuje małe dzieci, a one jak gąbka nasiąkają takim klimatem, tymi słowami... Stojąc za matką lub ojcem - spuszczają oczy, przygryzają wargę... nie mieszczą się we framudze drzwi - wchodzą w szafę. Gdyby mogli - zrobiliby się o połowę mniejsi lub po prostu niewidoczni, przeźroczyści...
Szary strój, nieciekawa fryzura, nierzucająca się w oczy twarz.
Oddalenie o jakim niewiele się dowiem,
Komentarze
Prześlij komentarz