Kiedy ogarnia nas lęk, powoli wdzierając się do wnętrza i zajmując po kolei wszystkie nasze organy, paraliżując mowę i działanie, odbierając każdą myśl, ograniczając nawet mowę - znika nasza pewność siebie.
Każde przekonanie gaśnie... wydaje się mniej realne. To, co myśleliśmy i w co wierzyliśmy, rozsypuje się jak domek z kart. Staramy się uciec i ukryć nawet w mysiej dziurze. Gdziekolwiek...
Nie rzucać się w oczy, zmniejszyć się do wielkości główki szpilki... Zniknąć...
Lęk odbiera oddech, wolę życia i blokuje chęć walki, stawania w gotowości wobec wyzwania. Zalewa nas powoli jak maź, jak warstwa zimnego asfaltu czy towotu blokując ruchy, myślenie, działanie - mrożąc każdy krok.
Lęk usztywnia. Wymusza automatyzm.
Nie przychodzi do głowy żaden pomysł... Pustka, cisza... czasem ciemność.
Spocone dłonie, struga potu spływająca po plecach.
Czasem uczucie chłodu... jak oddech śmierci.
Ukrywamy twarz, pochylamy głowę. Zero kontaktu wzrokowego ze źródłem lęku - trochę nas uspokaja. Jak u maleńkiego dziecka zakrywającego oczy - jak ja nie widzę niczego i nikogo, to pewnie i inni ("to") mnie nie widzą, nie dostrzegają (nie dostrzega mnie). Znikam...
Piorunujący strach wobec tego co mogłoby, a nie jest... co nie dzieje się naprawdę.
To właśnie nieokreśloność lęku. Budzi on w nas postępującą panikę, czyli mimo wszystko przeżywamy to, co nie istnieje przecież realnie, namacalnie... Raczej - wydaje się nam, i w wyobraźni - rośnie w jakiś sposób. Ale nikt inny tego przeżywania tak nie pojmuje.
Dla mnie zaś, osoby żyjącej w takim świecie, nie ma nic bardziej rzeczywistego. Prawdziwego... Lęk żyje ze mną, we mnie, żywi się mną by rosnąć i egzystować wciąż.
Boimy się wyobrażonego, wyolbrzymionego.
Dokładnie tak, jakby to było coś rzeczywistego co "ma ręce i nogi"...
Trochę jak Steven King - malujemy obrazki. Personifikujemy go, zło, strach, grozę - jak w powieści "To" (Steven King "It").
Groza jest nieokreślonym do końca stanem umysłu emanującym ponurą czernią i przenikającym miejsce oraz ludzi w nim obecnych - "Lśnienie" i "Pokój 1408" (powieść "Shining" i "Room 1408"), wiele innych jego powieści zasadza się na tym fenomenie...
Truchlejemy. Kurczymy się.
Nie zaprzeczamy, bo skąd wzięlibyśmy odwagę i siłę do tego???
Boimy się tej magicznej, paraliżującej, unieruchamiającej nas wszechobecności odczuć. Słomianej kukły, jaka rośnie w nas z wiekiem, jakiej cień nas powoli przerasta i zakrywa...
Gdzie jest autor???
Czy my to malujemy - czy ktoś inny maluje "to" za nas, ale jednak w nas?
Komentarze
Prześlij komentarz