Utrata, odejście - śmierć. Porzucenie i brak... Pustka...
Ludzie tak szybko odchodzą, a tak cicho... Gasną jak gwiazdy, bledną jak przekwitające kwiaty w ogródku, znikają z dnia na dzień. Czynią pustkę w naszym życiu, miejsce nie do zapełnienia w jego codzienności i rzeczywistości. Budzą w nas odczucie osamotnienia, porzucenia, pozostawienia. Wszędzie - w domu, w rodzinie i w pracy, w sercu, w przyjaźni... we wspólnocie, w jakimś działaniu - aktywności, jaką cyklicznie i razem się realizowało...
Bardzo ich brakuje.
Co jakiś czas mocniej to przeżywamy, dopuszczamy do siebie to odczucie, tęsknimy.
Budzą się wspomnienia...
Cierpienie dotyka nas wtedy, i zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy na nie kompletnie nie przygotowani...
Czasem dostajemy czas na pożegnanie i pozamykanie swoich spraw, na rozmowy, ostatnie kontakty - podróż czy realizację tego, o czym całe życie marzyliśmy, odkładając to działanie na jakiś "inny czas". Dzieje się tak rzadko, jest to wyjątkowa sytuacja.
Najczęściej życie nas zaskakuje, wyprzedza.
Jest inne czy może sprzeczne - z naszym pomysłem, chceniem i oczekiwaniami.
Nie nam decydować i planować... Bo nie w naszym ręku jest ani życie ani śmierć. Nie mamy na obydwie rzeczywistości wpływu - ani ich nie przyspieszymy ani spowalniamy (no chyba, że niektórzy podciągną pod to przyspieszenie - decyzję o samobójstwie...).
Żadnego z tych wielkich problemów nie zrozumiemy, nie poznamy do końca, nie rozwiążemy sami i własnymi, ludzkimi siłami. I tu nie wpisze się nawet nasze marne "klonowanie" bytów... Z tych spraw nadal niewiele pojmujemy...
Nasza bezradność jest bezradnością i zagubieniem dziecka. Dziecka we mgle...
Upatrujemy w cierpieniu, w tym dyskomforcie sens, wtedy łatwiej jest nam je przyjąć,zaakceptować i zrozumieć. Szukamy w niej celu - nauki, mądrości, uszlachetnienia dla nas... Dokonujemy wnioskowań ale też nadajemy wartość. Uczymy się być nie tyle zrozpaczeni i smutni - ile cierpliwie znosić ten ciężar, krzyż, dużą niewygodę i brak, samotność. W konsekwencji - przeżywamy jedynie niewygodę...
Wreszcie nagrodą staje się spokój - bez wypowiadanych pretensji. Ograniczająca nas wcześniej bezradność ustępuje zaskakującemu poczuciu mocy: potrafimy żyć na nowo i wreszcie uzyskujemy subiektywne poczucie spokoju, pokoju serca, czasem nawet wewnętrznego ukojenia i uzdrowienia.
Innym zyskiem jest to, że wreszcie pozwalamy sami sobie żyć... To nasz największy zysk.
Oddzielamy się od zmarłego. Separujemy się - ale nie zapominamy. Następuje prawdziwe i głębokie pożegnanie. Tuż po okresie (przedłużającej się często) żałoby...
Na nowo możemy poczuć radość, szczęście...
Dajemy sobie prawo do wszystkich pozytywnych doznań - znów...
Cierpienie, odchodzenie i śmierć pozostanie niezbadane dla nas... jest tajemnicą, ale też staje się nauką. Nie dostajemy niczego, nie doświadczamy niczego aż tak mocno - aby tego nie wytrzymać, nie móc tego przeżyć. Wszystko jest szyte na naszą miarę, dokładnie mierzone - "na nas". Dzięki temu przeżyciu doskonalimy się i wzrastamy...
Wzrastamy w człowieczeństwie.
Ludzie tak szybko odchodzą, a tak cicho... Gasną jak gwiazdy, bledną jak przekwitające kwiaty w ogródku, znikają z dnia na dzień. Czynią pustkę w naszym życiu, miejsce nie do zapełnienia w jego codzienności i rzeczywistości. Budzą w nas odczucie osamotnienia, porzucenia, pozostawienia. Wszędzie - w domu, w rodzinie i w pracy, w sercu, w przyjaźni... we wspólnocie, w jakimś działaniu - aktywności, jaką cyklicznie i razem się realizowało...
Bardzo ich brakuje.
Co jakiś czas mocniej to przeżywamy, dopuszczamy do siebie to odczucie, tęsknimy.
Budzą się wspomnienia...
Cierpienie dotyka nas wtedy, i zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy na nie kompletnie nie przygotowani...
Czasem dostajemy czas na pożegnanie i pozamykanie swoich spraw, na rozmowy, ostatnie kontakty - podróż czy realizację tego, o czym całe życie marzyliśmy, odkładając to działanie na jakiś "inny czas". Dzieje się tak rzadko, jest to wyjątkowa sytuacja.
Najczęściej życie nas zaskakuje, wyprzedza.
Jest inne czy może sprzeczne - z naszym pomysłem, chceniem i oczekiwaniami.
Nie nam decydować i planować... Bo nie w naszym ręku jest ani życie ani śmierć. Nie mamy na obydwie rzeczywistości wpływu - ani ich nie przyspieszymy ani spowalniamy (no chyba, że niektórzy podciągną pod to przyspieszenie - decyzję o samobójstwie...).
Żadnego z tych wielkich problemów nie zrozumiemy, nie poznamy do końca, nie rozwiążemy sami i własnymi, ludzkimi siłami. I tu nie wpisze się nawet nasze marne "klonowanie" bytów... Z tych spraw nadal niewiele pojmujemy...
Nasza bezradność jest bezradnością i zagubieniem dziecka. Dziecka we mgle...
Upatrujemy w cierpieniu, w tym dyskomforcie sens, wtedy łatwiej jest nam je przyjąć,zaakceptować i zrozumieć. Szukamy w niej celu - nauki, mądrości, uszlachetnienia dla nas... Dokonujemy wnioskowań ale też nadajemy wartość. Uczymy się być nie tyle zrozpaczeni i smutni - ile cierpliwie znosić ten ciężar, krzyż, dużą niewygodę i brak, samotność. W konsekwencji - przeżywamy jedynie niewygodę...
Wreszcie nagrodą staje się spokój - bez wypowiadanych pretensji. Ograniczająca nas wcześniej bezradność ustępuje zaskakującemu poczuciu mocy: potrafimy żyć na nowo i wreszcie uzyskujemy subiektywne poczucie spokoju, pokoju serca, czasem nawet wewnętrznego ukojenia i uzdrowienia.
Innym zyskiem jest to, że wreszcie pozwalamy sami sobie żyć... To nasz największy zysk.
Oddzielamy się od zmarłego. Separujemy się - ale nie zapominamy. Następuje prawdziwe i głębokie pożegnanie. Tuż po okresie (przedłużającej się często) żałoby...
Na nowo możemy poczuć radość, szczęście...
Dajemy sobie prawo do wszystkich pozytywnych doznań - znów...
Cierpienie, odchodzenie i śmierć pozostanie niezbadane dla nas... jest tajemnicą, ale też staje się nauką. Nie dostajemy niczego, nie doświadczamy niczego aż tak mocno - aby tego nie wytrzymać, nie móc tego przeżyć. Wszystko jest szyte na naszą miarę, dokładnie mierzone - "na nas". Dzięki temu przeżyciu doskonalimy się i wzrastamy...
Wzrastamy w człowieczeństwie.
Komentarze
Prześlij komentarz