Spodziewamy się często najgorszego... Nie dajemy sobie szansy (kolejny raz) i wyznaczamy w ten sposób coraz niższe poprzeczki, zbyt łatwe cele...
W naszym dziś i naszym wczoraj punktujemy tylko to, co dało przyjemność i przyniosło splendor. A codzienne doświadczenia - tak różne, tak rozmaite i bogate???
Sami nie stwarzamy sobie możliwości odniesienia sukcesu, wygrania rywalizacji. To życie zapewnia ich różnorodność. Przyzwyczajeni do trudności - z góry zakładamy porażkę i ustępujemy pola innym... On potrafi, mnie się nie uda bo nie ma prawa. Pochylamy głowę, oddajemy pole - często też prowokujemy wtedy śmiech, szyderstwo - atak czy jakiś rodzaj odwetu, zemsty.
Nie wierzymy w siebie, własne możliwości i umiejętności oceniamy jako zbyt niskie i niewystarczające... Innych postrzegamy jako lepszych, mądrzejszych i urodziwych. Własne przekonania i pragnienia zaczynamy nazywać złudzeniami... marzeniami...
Innym źródłem odczuwania lęku, przerażenia i w konsekwencji całego zjawiska stresu - jest moja fantazja, psikusy jakie robi mój umysł. Ale także obawy rodzące się w głowie, towarzyszące nam dłuższy czas - a wynikające właśnie z wcześniejszych doświadczeń. Brak wcześniejszych sukcesów utrwala stereotyp myślenia o sobie... Gasi i tak wątłe już przekonanie, że mogę i potrafię...
Tak łatwo się wycofać i zrezygnować, gdyby nie to, co zaczynamy czuć w środku...
Znamy to, ten moment jak zaczyna boleć dusza... Nasze oczy mokre od łez...
Jakie przekonania nosimy w sobie??? Jakie przekonania rodzą się w naszej głowie na swój temat... Co myślę każdego następnego dnia, z czym się budzę...
Czy króluje w niej optymizm. Czy też ten sam znajomy - mój smutek i rozpacz, czy dopuszczam ten głód i pragnienie... Czy rozwijam siebie. Czy gaszę mój płomień, wieczne niezaspokojenie.
Przypisujemy zbyt wielkie znaczenie tym zdarzeniom i sytuacjom jakie już miały miejsce w naszym życiu, stają się odnośnikiem i pewnym wzorem.
Nasze obawy, nasze blokady stają się nadal granicą poza jaką, niestety - nie wychodzimy.
W naszym dziś i naszym wczoraj punktujemy tylko to, co dało przyjemność i przyniosło splendor. A codzienne doświadczenia - tak różne, tak rozmaite i bogate???
Sami nie stwarzamy sobie możliwości odniesienia sukcesu, wygrania rywalizacji. To życie zapewnia ich różnorodność. Przyzwyczajeni do trudności - z góry zakładamy porażkę i ustępujemy pola innym... On potrafi, mnie się nie uda bo nie ma prawa. Pochylamy głowę, oddajemy pole - często też prowokujemy wtedy śmiech, szyderstwo - atak czy jakiś rodzaj odwetu, zemsty.
Nie wierzymy w siebie, własne możliwości i umiejętności oceniamy jako zbyt niskie i niewystarczające... Innych postrzegamy jako lepszych, mądrzejszych i urodziwych. Własne przekonania i pragnienia zaczynamy nazywać złudzeniami... marzeniami...
Innym źródłem odczuwania lęku, przerażenia i w konsekwencji całego zjawiska stresu - jest moja fantazja, psikusy jakie robi mój umysł. Ale także obawy rodzące się w głowie, towarzyszące nam dłuższy czas - a wynikające właśnie z wcześniejszych doświadczeń. Brak wcześniejszych sukcesów utrwala stereotyp myślenia o sobie... Gasi i tak wątłe już przekonanie, że mogę i potrafię...
Tak łatwo się wycofać i zrezygnować, gdyby nie to, co zaczynamy czuć w środku...
Znamy to, ten moment jak zaczyna boleć dusza... Nasze oczy mokre od łez...
Jakie przekonania nosimy w sobie??? Jakie przekonania rodzą się w naszej głowie na swój temat... Co myślę każdego następnego dnia, z czym się budzę...
Czy króluje w niej optymizm. Czy też ten sam znajomy - mój smutek i rozpacz, czy dopuszczam ten głód i pragnienie... Czy rozwijam siebie. Czy gaszę mój płomień, wieczne niezaspokojenie.
Przypisujemy zbyt wielkie znaczenie tym zdarzeniom i sytuacjom jakie już miały miejsce w naszym życiu, stają się odnośnikiem i pewnym wzorem.
Nasze obawy, nasze blokady stają się nadal granicą poza jaką, niestety - nie wychodzimy.
Komentarze
Prześlij komentarz