My kobiety nie denerwujemy się, my po prostu - "wpadamy w złość"... Czyli co?
Wpadamy w jej pułapkę czy też stajemy się jej ilustracją, obrazem... Czy też oddajemy się w niewolę. Oddajemy ją całą sobą, wyrażamy wtedy złość każdym centymetrem naszego ciała.
Mówi się, że kobiety mają "wybuchowy profil hormonalny" - zawsze i wszędzie możemy ją przeżywać - przed miesiączką, w jej trakcie, nasze napięcia rodzą się wraz z naszym poczęciem niemalże - potem gdy już przekwitamy i nasze hormony szaleją ale i spada ich aktywność - lub faluje nadmiernie. W ciąży gdy nierównowaga jest stanem naszej duszy, i po niej, gdy wracamy - rzekomo - to równowagi - też oscylujemy - na granicy nieba i piekła...Nasze wahnięcia są totalne czasem... nie jeden facet kapituluje... wtedy lub w dowolnie wybranym momencie.
Siejemy grozę. Płeć przeciwna mówi o nas "furiatka" lub wariatka po prostu, szalona... Odbija nam regularnie, czasem ktoś powie - albo też "nie wiesz, czego chcesz". Czy "nie wiesz, w co ci zimno" lub: "co cię boli". Faktycznie jest to tak trudna sfera do określenia czy zdefiniowania sytuacja, że budzi niepokój i lęk, czasem odrazę czy oddalenie - na pewno dobrze na związek nie wpływa. Stresuje obie strony, budzi atmosferę grozy...
Gdybyś zadał to pytanie kobiecie, ona nie wie tego naprawdę. Nie odpowie ci, tak ulotny choc bolesny i dla niej - jest ten stan.
Nie daje szansy na zmianę czy ewolucję związku - jak tępy nóż - zabija kruchą miłość.
Czego dostarczają media???
W ostatnich latach można zaobserwować nadmiarowość wszelkich tego typu zachowań - a to w debatach publicznych, przy okazji skandali, rozstań - a to na ulicy... Politycznych walk i przedwyborczych skandali. Demonstracja siły, przewagi: wyrzucanie mebli czy ciuchów partnera przez okno, bo zdradził czy nie jest zdolny do powiedzenia sakramentalnego "tak" a my - stajemy u wrót "trzydziestki". Proces na sali sądowej - i zachowanie jeszcze przed sądem - na oczach fanów, na oczach paparazzich... Marsze i anty-marsze... Obrona wartości i praw i antywartości...
Na pierwszych stronach gazet czy tabloidów...
Planowana złość - jeśli można o takiej mówić ma określony cel: wywołać uległość, uzyskać zgodę lub kapitulację drugiej strony. Często stosują tę technikę czy też mechanizm, dzieci... chcą wygrać sytuację szczególnie w miejscu publicznym, licząc - że nie wytrzymamy i nie poradzimy sobie z spektakularnym jej przebiegiem, teatralnością tej sceny... Płacz czy uderzenia głową o ścianę - do granicy bólu, rzucanie się po ziemi - podłodze sklepu. Czasem stosują tę technikę wobec rodzeństwa trzymając go w szachu... w ryzach.
Ta śmieszność... na jaką się narażamy, jest bronią obosieczną. Czasami wiąże się dla kobiety z pozyskaniem zrozumienia, jakiegoś usprawiedliwienia - wytłumaczenia logicznego zajścia lub też już coraz bardziej stałej cechy - dyspozycji chwili. Uzyskaniem owej solidarności, wsparcia grona wiernych przyjaciółek - lub fanów....
Grono ludzi utwierdzających nas tylko w takim modelu zachowania i reagowania na skrajnie trudne sytuacje, takie demonstrowanie niezadowolenia lub frustracji potrzeb - nie stabilizuje nas, nie powoduje też rozwoju, uświadomienia sobie konieczności pracy nad sobą, zmiany... Uwaga, i aplauz - jak kiedyś w dzieciństwie łatwo uzyskane, ale ulotne - w wieku dorosłym nie są już ani nagrodą ani karą, bywa jednak wzmocnieniem w złym...
Danie wsparcia na takie zachowanie powoduje, że nie szukamy i nie rozwijamy repertuaru - nie uczymy się innych, konstruktywnych i szczerych a nie tylko raniących sposobów komunikowania: jest mi źle, to mnie rani, zabolało.
Tracimy też coraz więcej osób, zawodzimy je lub powodujemy ich oddalanie się, ucieczkę...
Furiatki... furiaci. Kończy się to lekami, terapią, odwykiem, oddaleniem... samotnością. Nielubiani, choć dostarczający wielu wrażeń. Głośno o nich... Komentowani...
Czasem zwani autentycznymi - ale zawsze - bez zahamowań, bez hamulców. Coraz częściej też nazywani okrutnymi, skandalistami bez serca.
Wpadamy w jej pułapkę czy też stajemy się jej ilustracją, obrazem... Czy też oddajemy się w niewolę. Oddajemy ją całą sobą, wyrażamy wtedy złość każdym centymetrem naszego ciała.
Mówi się, że kobiety mają "wybuchowy profil hormonalny" - zawsze i wszędzie możemy ją przeżywać - przed miesiączką, w jej trakcie, nasze napięcia rodzą się wraz z naszym poczęciem niemalże - potem gdy już przekwitamy i nasze hormony szaleją ale i spada ich aktywność - lub faluje nadmiernie. W ciąży gdy nierównowaga jest stanem naszej duszy, i po niej, gdy wracamy - rzekomo - to równowagi - też oscylujemy - na granicy nieba i piekła...Nasze wahnięcia są totalne czasem... nie jeden facet kapituluje... wtedy lub w dowolnie wybranym momencie.
Siejemy grozę. Płeć przeciwna mówi o nas "furiatka" lub wariatka po prostu, szalona... Odbija nam regularnie, czasem ktoś powie - albo też "nie wiesz, czego chcesz". Czy "nie wiesz, w co ci zimno" lub: "co cię boli". Faktycznie jest to tak trudna sfera do określenia czy zdefiniowania sytuacja, że budzi niepokój i lęk, czasem odrazę czy oddalenie - na pewno dobrze na związek nie wpływa. Stresuje obie strony, budzi atmosferę grozy...
Gdybyś zadał to pytanie kobiecie, ona nie wie tego naprawdę. Nie odpowie ci, tak ulotny choc bolesny i dla niej - jest ten stan.
Nie daje szansy na zmianę czy ewolucję związku - jak tępy nóż - zabija kruchą miłość.
Czego dostarczają media???
W ostatnich latach można zaobserwować nadmiarowość wszelkich tego typu zachowań - a to w debatach publicznych, przy okazji skandali, rozstań - a to na ulicy... Politycznych walk i przedwyborczych skandali. Demonstracja siły, przewagi: wyrzucanie mebli czy ciuchów partnera przez okno, bo zdradził czy nie jest zdolny do powiedzenia sakramentalnego "tak" a my - stajemy u wrót "trzydziestki". Proces na sali sądowej - i zachowanie jeszcze przed sądem - na oczach fanów, na oczach paparazzich... Marsze i anty-marsze... Obrona wartości i praw i antywartości...
Na pierwszych stronach gazet czy tabloidów...
Planowana złość - jeśli można o takiej mówić ma określony cel: wywołać uległość, uzyskać zgodę lub kapitulację drugiej strony. Często stosują tę technikę czy też mechanizm, dzieci... chcą wygrać sytuację szczególnie w miejscu publicznym, licząc - że nie wytrzymamy i nie poradzimy sobie z spektakularnym jej przebiegiem, teatralnością tej sceny... Płacz czy uderzenia głową o ścianę - do granicy bólu, rzucanie się po ziemi - podłodze sklepu. Czasem stosują tę technikę wobec rodzeństwa trzymając go w szachu... w ryzach.
Ta śmieszność... na jaką się narażamy, jest bronią obosieczną. Czasami wiąże się dla kobiety z pozyskaniem zrozumienia, jakiegoś usprawiedliwienia - wytłumaczenia logicznego zajścia lub też już coraz bardziej stałej cechy - dyspozycji chwili. Uzyskaniem owej solidarności, wsparcia grona wiernych przyjaciółek - lub fanów....
Grono ludzi utwierdzających nas tylko w takim modelu zachowania i reagowania na skrajnie trudne sytuacje, takie demonstrowanie niezadowolenia lub frustracji potrzeb - nie stabilizuje nas, nie powoduje też rozwoju, uświadomienia sobie konieczności pracy nad sobą, zmiany... Uwaga, i aplauz - jak kiedyś w dzieciństwie łatwo uzyskane, ale ulotne - w wieku dorosłym nie są już ani nagrodą ani karą, bywa jednak wzmocnieniem w złym...
Danie wsparcia na takie zachowanie powoduje, że nie szukamy i nie rozwijamy repertuaru - nie uczymy się innych, konstruktywnych i szczerych a nie tylko raniących sposobów komunikowania: jest mi źle, to mnie rani, zabolało.
Tracimy też coraz więcej osób, zawodzimy je lub powodujemy ich oddalanie się, ucieczkę...
Furiatki... furiaci. Kończy się to lekami, terapią, odwykiem, oddaleniem... samotnością. Nielubiani, choć dostarczający wielu wrażeń. Głośno o nich... Komentowani...
Czasem zwani autentycznymi - ale zawsze - bez zahamowań, bez hamulców. Coraz częściej też nazywani okrutnymi, skandalistami bez serca.
Komentarze
Prześlij komentarz