Schematy dają fikcyjne poczucie stałości i bezpieczeństwa, wyprodukowane gdzieś w środku nas - na potrzeby przetrwania, przeżycia ciężkich chwil - sytuacji, spotkań, nawału pracy, fizycznego niżu, innych problematycznych sytuacji. Także na wypadek samotności...
Samotni w trudzie prężymy muskuły trochę jak Syzyf przy swoim zajęciu... próbujemy uniknąć zawaleniu się budowli lub dać radę dźwiganemu na karku problemowi. Mało kiedy kończy się to sukcesem.
Ciągnięcie i przywiązanie do schematu jest też dziedzictwem minionej epoki - nie wychylam się, nie przepycham z pomysłami, robię swoje... realizuję jakiś z góry narzucony plan. Jest to też świadectwo tego, że traktuję moje zadania i pracę jako coś zewnętrznego, do czego nie mam przekonania. Jako coś narzuconego lub jedynie - źródło utrzymania siebie i bliskich...
Po jakimś czasie trwania w zadaniu, w kieracie, ciężar robi się niewygodny, dziwnie obcy aż w pewnym momencie pytamy sami siebie: o co tu w ogóle chodzi, o co walczę, po co wstaję i budzę się, dla jakiego dobra wychodzę z domu...
Czy jest to dobro... czy jest w nim okruch serca i szczere "ja"???
Czego szukałam i co teraz mam??? Czy nie czas na zmianę - dziś kładąc się na spoczynek popatrzmy na owoce tego dnia, na nasze słowa wypowiedziane i gesty, jakimi je okrasiliśmy... czy to jest to, co chcielibyśmy by po nas pozostało w umysłach i sercach innych ludzi???
Samotni w trudzie prężymy muskuły trochę jak Syzyf przy swoim zajęciu... próbujemy uniknąć zawaleniu się budowli lub dać radę dźwiganemu na karku problemowi. Mało kiedy kończy się to sukcesem.
Ciągnięcie i przywiązanie do schematu jest też dziedzictwem minionej epoki - nie wychylam się, nie przepycham z pomysłami, robię swoje... realizuję jakiś z góry narzucony plan. Jest to też świadectwo tego, że traktuję moje zadania i pracę jako coś zewnętrznego, do czego nie mam przekonania. Jako coś narzuconego lub jedynie - źródło utrzymania siebie i bliskich...
Po jakimś czasie trwania w zadaniu, w kieracie, ciężar robi się niewygodny, dziwnie obcy aż w pewnym momencie pytamy sami siebie: o co tu w ogóle chodzi, o co walczę, po co wstaję i budzę się, dla jakiego dobra wychodzę z domu...
Czy jest to dobro... czy jest w nim okruch serca i szczere "ja"???
Czego szukałam i co teraz mam??? Czy nie czas na zmianę - dziś kładąc się na spoczynek popatrzmy na owoce tego dnia, na nasze słowa wypowiedziane i gesty, jakimi je okrasiliśmy... czy to jest to, co chcielibyśmy by po nas pozostało w umysłach i sercach innych ludzi???
Komentarze
Prześlij komentarz