Piszemy samoocena - widzimy nasze odbicie w lustrze, narcyza, ideał, nie nas - prawdziwych, takich "codziennych". Tylko to, co udało się nam wyhodować...
Warto nie mylić tego co mamy na zawsze - wyposażenia, charakteru, surowego drewna jakie obrabiamy całe nasze życie z tym, jakie piętno odciska na nas świat - jego wymagania, presja czasu, określone kierunki zmian, definicje stanowiska czy człowieka...
Czasem dochodzimy do mylnych wniosków o swojej zbyt niskiej lub zbyt wysokiej wartości, najczęściej tworząc nieadekwatny obraz samych siebie, oceniając siebie mylnie, niewłaściwie ze względu na kontekst lub po pozorach. Co uchodzi w jednym środowisku - w innym jest niedopuszczalne. Lawirujemy pomiędzy pozornie spójnym przekazem dotyczącym bardziej "mieć" niż jak to było w zwyczaju "bardziej być" dla innych, w domu i pracy, w życiu zawodowym.
Stąd tworzą się hybrydy, bo nie ludzie, stąd nasze rozszczepienie, niepewność i zagubienie, bo już nie wiemy tak naprawdę jacy jesteśmy i ile jesteśmy warci - sprzeczne komunikaty i różni ludzie widzą nas inaczej. A tak naprawdę warto na bieżąco, codziennie dokonywać oceny - samooceny patrząc w lustro i analizując dzień.
Ile dobra udało mi się ofiarować, ile czasu - dać innym, kto dzięki mnie odniósł sukces, poczuł się lepiej - a nie odwrotnie...
Nie będziemy kiedyś rozliczeni z ilości zgromadzonych dóbr i przedmiotów - ale z ilości dobra jakie uda nam się dać, ofiarować, wytworzyć i pozostawić po sobie...
Idealnie by tak było, ale autentycznie i prawdziwie - też.
I dobrze dla naszego wewnętrznego rozwoju oraz samozadowolenia. Dawać i oddawać, ofiarowywać - nie spodziewając się niczego w zamian. Ideałem jest pójść jeszcze krok dalej, nie dostrzegając siebie, pomijając siebie... umniejszając siebie!!!
Nie stwarzać sytuacji wdzięczności czy długu, powinności jego spłaty!!!
Warto nie mylić tego co mamy na zawsze - wyposażenia, charakteru, surowego drewna jakie obrabiamy całe nasze życie z tym, jakie piętno odciska na nas świat - jego wymagania, presja czasu, określone kierunki zmian, definicje stanowiska czy człowieka...
Czasem dochodzimy do mylnych wniosków o swojej zbyt niskiej lub zbyt wysokiej wartości, najczęściej tworząc nieadekwatny obraz samych siebie, oceniając siebie mylnie, niewłaściwie ze względu na kontekst lub po pozorach. Co uchodzi w jednym środowisku - w innym jest niedopuszczalne. Lawirujemy pomiędzy pozornie spójnym przekazem dotyczącym bardziej "mieć" niż jak to było w zwyczaju "bardziej być" dla innych, w domu i pracy, w życiu zawodowym.
Stąd tworzą się hybrydy, bo nie ludzie, stąd nasze rozszczepienie, niepewność i zagubienie, bo już nie wiemy tak naprawdę jacy jesteśmy i ile jesteśmy warci - sprzeczne komunikaty i różni ludzie widzą nas inaczej. A tak naprawdę warto na bieżąco, codziennie dokonywać oceny - samooceny patrząc w lustro i analizując dzień.
Ile dobra udało mi się ofiarować, ile czasu - dać innym, kto dzięki mnie odniósł sukces, poczuł się lepiej - a nie odwrotnie...
Nie będziemy kiedyś rozliczeni z ilości zgromadzonych dóbr i przedmiotów - ale z ilości dobra jakie uda nam się dać, ofiarować, wytworzyć i pozostawić po sobie...
Idealnie by tak było, ale autentycznie i prawdziwie - też.
I dobrze dla naszego wewnętrznego rozwoju oraz samozadowolenia. Dawać i oddawać, ofiarowywać - nie spodziewając się niczego w zamian. Ideałem jest pójść jeszcze krok dalej, nie dostrzegając siebie, pomijając siebie... umniejszając siebie!!!
Nie stwarzać sytuacji wdzięczności czy długu, powinności jego spłaty!!!
Komentarze
Prześlij komentarz