Bardzo, ale to bardzo podoba mi się hasło z aktualnie wypełniającej głośniki radia reklamy dotyczącej zwalczania stresu. Na pytanie "jak zwalczać skutecznie stres" osoba zainteresowana, zadająca sama pytanie - odpowiada inteligentnie sobie samej i nam: Szybko!!!
Piękna i wcale nie tak nowa prawda...
To co zostaje z nami budzi przyzwyczajenie, rodzi zgodę i akceptację. Powoduje, że nie mobilizujemy się i przestajemy walczyć zwłaszcza z następstwami niekorzystnej sytuacji. Stres sam w sobie nie znaczy wiele, jego konsekwencje - już tak, zwłaszcza te psychofizyczne, te czynniki adaptacyjne, nasz sposób postrzegania sytuacji ale i samych siebie, postrzeganie siebie w trudnej chwili...
To co jest ważne to uderzenie w sam początek stanu, zaraz po tym, jak rozpoznamy nie tylko poczucie trudności, blokady i traumy, ale fizyczne odczucia z organizmu - lęk, niepokój, dezorganizacja, rezygnacja i pogodzenie się z brakiem efektywności, pogrążająca nas samotność i smutek.
Kiedy cały świat się od nas oddala pierwsze co myślimy o sobie to to, że jesteśmy nieudacznikami i "looserami", że takich - nie lubi nikt, i nie jesteśmy warci uwagi oraz zainteresowania. Że w życiu takich nas, nikt nie pokocha... Nieudaczników ściągających na siebie i innych nieszczęścia, trudności, brak powodzenia. Coraz niżej oceniamy siebie... Jeśli wydaje nam się, że jest za późno by opuścić spirale strachu i rozpaczy - ratujmy naszą niezależność, bezpieczeństwo i pozytywne kontakty. Róbmy to, co lubimy, co kochamy i co przynosi nam odprężenie i radość!!! Chwytajmy życie, chwytajmy radosne chwile.
Poważnie, nie bawmy się w uniki i wmawianie sobie, że to "coś" samo minie, że z czasem - osłabnie... Zajmijmy się szybko trudnością z zasypianiem, odprężaniem się - walczmy z chronicznym zmęczeniem i rozpaczą, która dezorganizuje nasze życie.
Stres nigdy nas nie zmotywuje do pełnego, dobrego i szczęśliwego bycia. Wcale nie energetyzuje - ale odbiera i motywację i radość z tego, co dotychczas robiliśmy...
Piękna i wcale nie tak nowa prawda...
To co zostaje z nami budzi przyzwyczajenie, rodzi zgodę i akceptację. Powoduje, że nie mobilizujemy się i przestajemy walczyć zwłaszcza z następstwami niekorzystnej sytuacji. Stres sam w sobie nie znaczy wiele, jego konsekwencje - już tak, zwłaszcza te psychofizyczne, te czynniki adaptacyjne, nasz sposób postrzegania sytuacji ale i samych siebie, postrzeganie siebie w trudnej chwili...
To co jest ważne to uderzenie w sam początek stanu, zaraz po tym, jak rozpoznamy nie tylko poczucie trudności, blokady i traumy, ale fizyczne odczucia z organizmu - lęk, niepokój, dezorganizacja, rezygnacja i pogodzenie się z brakiem efektywności, pogrążająca nas samotność i smutek.
Kiedy cały świat się od nas oddala pierwsze co myślimy o sobie to to, że jesteśmy nieudacznikami i "looserami", że takich - nie lubi nikt, i nie jesteśmy warci uwagi oraz zainteresowania. Że w życiu takich nas, nikt nie pokocha... Nieudaczników ściągających na siebie i innych nieszczęścia, trudności, brak powodzenia. Coraz niżej oceniamy siebie... Jeśli wydaje nam się, że jest za późno by opuścić spirale strachu i rozpaczy - ratujmy naszą niezależność, bezpieczeństwo i pozytywne kontakty. Róbmy to, co lubimy, co kochamy i co przynosi nam odprężenie i radość!!! Chwytajmy życie, chwytajmy radosne chwile.
Poważnie, nie bawmy się w uniki i wmawianie sobie, że to "coś" samo minie, że z czasem - osłabnie... Zajmijmy się szybko trudnością z zasypianiem, odprężaniem się - walczmy z chronicznym zmęczeniem i rozpaczą, która dezorganizuje nasze życie.
Stres nigdy nas nie zmotywuje do pełnego, dobrego i szczęśliwego bycia. Wcale nie energetyzuje - ale odbiera i motywację i radość z tego, co dotychczas robiliśmy...
Komentarze
Prześlij komentarz