Kiedyś zastanawiałam się dlaczego z takim uporem i konsekwencją usiłujemy grać w gry psychologiczne, dajemy się w nie wciągnąć i utrzymać przez sporą ilość czasu. Nie szukamy innych - spontanicznych, ciepłych i dobrych sposobów bycia ze sobą. Wchodzenia w relacje i poznawania się, utrzymujemy fikcję jaka tylko częściowo daje nam wzmocnienia - bo gry jeśli tak można określić, dostarczają nam
wzmocnień, wrażeń, bogactwa doznań zwłaszcza w pierwszych momentach ich trwania.
Wielu ludzi cierpi, bo otacza ich pustka i czują się nie tylko mało atrakcyjni, odtrąceni - ale też zwyczajnie - niezauważani, trochę przezroczyści... Ich zdaniem tworzy się taki balon, taka nieznośna przestrzeń bez doznań, bez atrakcji i mówią wtedy trochę przestraszeni: "nic ciekawego w moim życiu się nie dzieje", "nie ma szans na to, aby się coś zmieniło, nie ma innej perspektywy". Pustka...
Być może kiedyś było inaczej, byli przyzwyczajeni do bycia w centrum grupy, rodziny, grona koleżeńskiego. Ale wielu decyduje się na trudne i ryzykowne doświadczenia, aby tylko te odczucia odsunąć od siebie - by wróciło to, co atrakcyjne: mocne, głośne i wyjątkowe... stymulujące i zaskakujące dużymi zmianami. Nawet jeśli pozornie brakuje nam pozytywnych pobudzeń (czyli tego co na gruncie Analizy Transakcyjnej nazywamy "stroke'ami), używając Erica Berne czy Rogola), jakich przecież potrzebujemy i po ludzku, i rozwojowo do osobistej zmiany i sprawnego funkcjonowania, to zadowalamy się czymś mniej doskonałym. Bo aby wzrastać i budować siebie na co dzień, by się zmieniać wystarczy substytut zauważenia - niekoniecznie pozytywny: stosowane powszechnie "gry psychologiczne", sama rozgrywka i jej doznania, ciągła zmiana pozycji - dostarczają nam wrażeń i przeżyć. To nic, że jest to rodzaj "stymulacji negatywnej", że boli lub przynosi psychologiczne cierpienie. Że częściej nas to kosztuje, niż buduje wnętrze. Krótkotrwały efekt jest taki sam...
Po prostu: takie doznania są lepsze, niż żadne.
Ludzka reakcja o jakimkolwiek przejawie, dodatnim czy ujemnym, zawsze jest lepsza niż obojętność, niż żadne odnotowanie osoby, niż odrzucenie.
Gry na poziomie psychologicznym i udział w nich nie tylko nas uzależnia i mocno wciąga, staje się nam potrzebny. Dlaczego? Bo w jakiś sposób będąc poduszką powietrzną, buforem, gry zabezpieczają przed zmianami, prawdą, przed rzeczywistością czasem nas zabijającą,unieszkodliwiającą. Wielu ludziom taki sposób wchodzenia w interakcje umożliwia uniknięcie sytuacji trudnych, nowych, pozornie niebezpiecznych - bo dotychczas nieznanych, nieoswojonych. Takie sytuacje gdy jesteśmy wystawieni na "nowe" i niejasne dla nas zjawisko, zagraża usystematyzowanemu ładowi i porządkowi wokół nas, który kosztował nas tak wiele i do jakiego przywykliśmy przez wiele lat życia.
Jesteśmy istotami stadnymi, społecznymi. Generalnie kochamy ludzi, jeśli zaś nie - mamy potrzebę przebywania z nimi, rozmowy, bycia w relacji, w zażyłości lub tylko luźnym kontakcie. Stąd rodząca się w nas specyficzna potrzeba - poszukiwanie doznań, które dadzą namiastkę prawdziwie rodzinnej bliskości czy kontaktu. Ta właściwość gier - ich szczególny obszar łudząco podobnych do prawdziwego życia - pozwala nawiązać relacje, utrzymać je, tworzyć nowe, a czasem nawet odczuwać satysfakcję. Ba... nawet radość, bycie "atrakcyjnym w grupie" i poczucie sprawstwa - na poziomie społecznym.
Gry stają się dla nas nie tle sposobem zabijania czasu, wypełniania życia - ale prawdziwą sztuką strukturalizacji czasu i relacji (czynią nas artystami, magami) w kontaktach społecznych.
I najistotniejsze społecznie dla nas jest też to, że zapewniają przeżywanie satysfakcji - nie tylko, że dzieje się "coś", jakieś nisko cenione "byle-co", ale że w naszym życiu dzieje się coś ważnego, istotnego. Że udaje się nam uniknąć rutyny, przewidywalnego - tej nudy. I wreszcie doświadczyć poczucia, że naprawdę jesteśmy z ludźmi.
Jeśli chodzi o nasze życie i jego codzienny sens - znaczenie jakie mu nadajemy, gra jest nam potrzebna by utrzymać pewną równowagę - homeostazę systemu. Na jakimś poziomie funkcjonujemy w miarę bezpiecznie, wtedy nic nam pozornie nie grozi - jednak na poziomie egzystencjalnym stosowane przez nas gry psychologiczne lub te, na które "najczęściej się dajemy złapać", są nam w jakiś sposób szczególnie bliskie, bo wzmacniają nasze przekonania na temat świata, otaczającej rzeczywistości. Czasem o pracy czy na temat rodziny, ale też - innych ludzi i naszych relacji z nimi. Wreszcie tłumaczą nam te rzeczy, jakich nie mamy ochoty zgłębiać, analizować, odsłaniać ich przed innymi zbyt wnikliwie. Rozważać i doznawać zwykle dość nieprzyjemnych odczuć - zagrożenia, klęski, zagubienia... samotności.
Gry niestety maskują tylko jak zgrabnie wykonany make-up i ukrywają nas samych. Czasem nawet chowamy się za nimi sami. Są ciągłym pytaniem, dlaczego w ten, a nie inny sposób, działamy, robimy to, co robimy i... co powoduje że funkcjonujemy w jaki sposób od lat.
Komunikują o tym, co powtarzamy uparcie i co uważamy za ważne, za podstawowe dla nas.
Niestety, musimy dostarczać sobie od czasu do czasu, tak niezbędnych przekonań, by nie spaść z gałęzi, z gniazda na którym całe życie jesteśmy. Którego kurczowo się trzymamy.
Gry są nam potrzebne by nazwać i uzasadnić to nasze miejsce i potwierdzić główną "pozycję życiową", zajmowaną od urodzenia - do śmierci.
Nie ustajemy w tym wysiłku... Inaczej - po prostu, nie potrafimy.
Spokój i pewność, nawet ta po mistrzowsku fałszowana - cenna jest ponad wszystko...
Wielu ludzi cierpi, bo otacza ich pustka i czują się nie tylko mało atrakcyjni, odtrąceni - ale też zwyczajnie - niezauważani, trochę przezroczyści... Ich zdaniem tworzy się taki balon, taka nieznośna przestrzeń bez doznań, bez atrakcji i mówią wtedy trochę przestraszeni: "nic ciekawego w moim życiu się nie dzieje", "nie ma szans na to, aby się coś zmieniło, nie ma innej perspektywy". Pustka...
Być może kiedyś było inaczej, byli przyzwyczajeni do bycia w centrum grupy, rodziny, grona koleżeńskiego. Ale wielu decyduje się na trudne i ryzykowne doświadczenia, aby tylko te odczucia odsunąć od siebie - by wróciło to, co atrakcyjne: mocne, głośne i wyjątkowe... stymulujące i zaskakujące dużymi zmianami. Nawet jeśli pozornie brakuje nam pozytywnych pobudzeń (czyli tego co na gruncie Analizy Transakcyjnej nazywamy "stroke'ami), używając Erica Berne czy Rogola), jakich przecież potrzebujemy i po ludzku, i rozwojowo do osobistej zmiany i sprawnego funkcjonowania, to zadowalamy się czymś mniej doskonałym. Bo aby wzrastać i budować siebie na co dzień, by się zmieniać wystarczy substytut zauważenia - niekoniecznie pozytywny: stosowane powszechnie "gry psychologiczne", sama rozgrywka i jej doznania, ciągła zmiana pozycji - dostarczają nam wrażeń i przeżyć. To nic, że jest to rodzaj "stymulacji negatywnej", że boli lub przynosi psychologiczne cierpienie. Że częściej nas to kosztuje, niż buduje wnętrze. Krótkotrwały efekt jest taki sam...
Po prostu: takie doznania są lepsze, niż żadne.
Ludzka reakcja o jakimkolwiek przejawie, dodatnim czy ujemnym, zawsze jest lepsza niż obojętność, niż żadne odnotowanie osoby, niż odrzucenie.
Gry na poziomie psychologicznym i udział w nich nie tylko nas uzależnia i mocno wciąga, staje się nam potrzebny. Dlaczego? Bo w jakiś sposób będąc poduszką powietrzną, buforem, gry zabezpieczają przed zmianami, prawdą, przed rzeczywistością czasem nas zabijającą,unieszkodliwiającą. Wielu ludziom taki sposób wchodzenia w interakcje umożliwia uniknięcie sytuacji trudnych, nowych, pozornie niebezpiecznych - bo dotychczas nieznanych, nieoswojonych. Takie sytuacje gdy jesteśmy wystawieni na "nowe" i niejasne dla nas zjawisko, zagraża usystematyzowanemu ładowi i porządkowi wokół nas, który kosztował nas tak wiele i do jakiego przywykliśmy przez wiele lat życia.
Jesteśmy istotami stadnymi, społecznymi. Generalnie kochamy ludzi, jeśli zaś nie - mamy potrzebę przebywania z nimi, rozmowy, bycia w relacji, w zażyłości lub tylko luźnym kontakcie. Stąd rodząca się w nas specyficzna potrzeba - poszukiwanie doznań, które dadzą namiastkę prawdziwie rodzinnej bliskości czy kontaktu. Ta właściwość gier - ich szczególny obszar łudząco podobnych do prawdziwego życia - pozwala nawiązać relacje, utrzymać je, tworzyć nowe, a czasem nawet odczuwać satysfakcję. Ba... nawet radość, bycie "atrakcyjnym w grupie" i poczucie sprawstwa - na poziomie społecznym.
Gry stają się dla nas nie tle sposobem zabijania czasu, wypełniania życia - ale prawdziwą sztuką strukturalizacji czasu i relacji (czynią nas artystami, magami) w kontaktach społecznych.
I najistotniejsze społecznie dla nas jest też to, że zapewniają przeżywanie satysfakcji - nie tylko, że dzieje się "coś", jakieś nisko cenione "byle-co", ale że w naszym życiu dzieje się coś ważnego, istotnego. Że udaje się nam uniknąć rutyny, przewidywalnego - tej nudy. I wreszcie doświadczyć poczucia, że naprawdę jesteśmy z ludźmi.
Jeśli chodzi o nasze życie i jego codzienny sens - znaczenie jakie mu nadajemy, gra jest nam potrzebna by utrzymać pewną równowagę - homeostazę systemu. Na jakimś poziomie funkcjonujemy w miarę bezpiecznie, wtedy nic nam pozornie nie grozi - jednak na poziomie egzystencjalnym stosowane przez nas gry psychologiczne lub te, na które "najczęściej się dajemy złapać", są nam w jakiś sposób szczególnie bliskie, bo wzmacniają nasze przekonania na temat świata, otaczającej rzeczywistości. Czasem o pracy czy na temat rodziny, ale też - innych ludzi i naszych relacji z nimi. Wreszcie tłumaczą nam te rzeczy, jakich nie mamy ochoty zgłębiać, analizować, odsłaniać ich przed innymi zbyt wnikliwie. Rozważać i doznawać zwykle dość nieprzyjemnych odczuć - zagrożenia, klęski, zagubienia... samotności.
Gry niestety maskują tylko jak zgrabnie wykonany make-up i ukrywają nas samych. Czasem nawet chowamy się za nimi sami. Są ciągłym pytaniem, dlaczego w ten, a nie inny sposób, działamy, robimy to, co robimy i... co powoduje że funkcjonujemy w jaki sposób od lat.
Komunikują o tym, co powtarzamy uparcie i co uważamy za ważne, za podstawowe dla nas.
Niestety, musimy dostarczać sobie od czasu do czasu, tak niezbędnych przekonań, by nie spaść z gałęzi, z gniazda na którym całe życie jesteśmy. Którego kurczowo się trzymamy.
Gry są nam potrzebne by nazwać i uzasadnić to nasze miejsce i potwierdzić główną "pozycję życiową", zajmowaną od urodzenia - do śmierci.
Nie ustajemy w tym wysiłku... Inaczej - po prostu, nie potrafimy.
Spokój i pewność, nawet ta po mistrzowsku fałszowana - cenna jest ponad wszystko...
Komentarze
Prześlij komentarz