Czasem zdarza się że spotykamy się ze stresem jako czymś dobrym. Czynnikiem rozwoju i motywacji. Pasją i zachetą, skrzydłami które niosą. Bo zależy nam i inni dostrzegają ten ogień w naszych oczach.
Pewnego rodzaju zapałem, motywacją.... chcę być konkurencyjny, dobry i lepszy.... chcę się rozwijać. Robię coś szybciej i lepiej niż inni.
Dzielę się tymi umiejętnościami niechętnie i pozostaję sam - pułapka??? Czasem nią bywa.
Zapętlam się w perfekcjonizm, nie odpuszczam i przeciążam siebie. Chcę być niedościgła, profesjonalna w pełni. Nie mam czasu by odpuścić sobie, poczekać i odpocząć. Wziąć urlop, nie ja nigdy nie choruję.
Tylko dlaczego jestem sama, nie mam czasu dla bliskich i zapominam o urodzinie, rocznicy czy innym święcie.
Bo minęłam tę granicę, gdzie motywował mnie i napędzał bezpiecznie poziom pasji i zainteresowani, gdzie dawałam z siebie dużo.... lecz nie wszystko.
Gdy relaksowałam się przy grze towarzyskiej, rozmowie i książce, a nie myślałam o odłożonej pracy, liczbach i tabeleach. Gdy z koleżanką chciałam być na przerwie przy herbacie człowiekiem, nie maszyną. Gdy słuchałam innych.
Bo nie wiązałam spadku odporności, bólu brzucha, drżących rąk i powiek z pracą, ale z innymi kosmicznymi względami. Od kiedy się już nie uśmiecham i drażni mnie śmiech dzieci?
Dlaczego lubię w samochodzie tylko głośną, jednostajną muzykę i nie lubię zostać sama ze sobą? Nie myślę od dawna, nie zastanawiam się i nie planuję dalej, niż dzień czy dwa do przodu?
Tracę cenny czas, nie rozwijam się ale zarabiam.
Mam i posiadam. Duch mój gaśnie, lecz co mi tam duch.
Motywacja to coś, co dawno odeszło. Teraz są pazury, którymi trzymam się szczytu.
W oczach nie ma ognia, ale iskry, które gasną. W sercu brak pasji, jest zawodowe "chcę i muszę", coraz mniej jest "lubię chodzić do pracy", cieszy mnie i rozwija.... Oddałąm jej serce. Teraz - oddaję ciało.
Cieniutka, czerwona linia.
Minęłam tę granicę....
Masz tak czasem???
Pewnego rodzaju zapałem, motywacją.... chcę być konkurencyjny, dobry i lepszy.... chcę się rozwijać. Robię coś szybciej i lepiej niż inni.
Dzielę się tymi umiejętnościami niechętnie i pozostaję sam - pułapka??? Czasem nią bywa.
Zapętlam się w perfekcjonizm, nie odpuszczam i przeciążam siebie. Chcę być niedościgła, profesjonalna w pełni. Nie mam czasu by odpuścić sobie, poczekać i odpocząć. Wziąć urlop, nie ja nigdy nie choruję.
Tylko dlaczego jestem sama, nie mam czasu dla bliskich i zapominam o urodzinie, rocznicy czy innym święcie.
Bo minęłam tę granicę, gdzie motywował mnie i napędzał bezpiecznie poziom pasji i zainteresowani, gdzie dawałam z siebie dużo.... lecz nie wszystko.
Gdy relaksowałam się przy grze towarzyskiej, rozmowie i książce, a nie myślałam o odłożonej pracy, liczbach i tabeleach. Gdy z koleżanką chciałam być na przerwie przy herbacie człowiekiem, nie maszyną. Gdy słuchałam innych.
Bo nie wiązałam spadku odporności, bólu brzucha, drżących rąk i powiek z pracą, ale z innymi kosmicznymi względami. Od kiedy się już nie uśmiecham i drażni mnie śmiech dzieci?
Dlaczego lubię w samochodzie tylko głośną, jednostajną muzykę i nie lubię zostać sama ze sobą? Nie myślę od dawna, nie zastanawiam się i nie planuję dalej, niż dzień czy dwa do przodu?
Tracę cenny czas, nie rozwijam się ale zarabiam.
Mam i posiadam. Duch mój gaśnie, lecz co mi tam duch.
Motywacja to coś, co dawno odeszło. Teraz są pazury, którymi trzymam się szczytu.
W oczach nie ma ognia, ale iskry, które gasną. W sercu brak pasji, jest zawodowe "chcę i muszę", coraz mniej jest "lubię chodzić do pracy", cieszy mnie i rozwija.... Oddałąm jej serce. Teraz - oddaję ciało.
Cieniutka, czerwona linia.
Minęłam tę granicę....
Masz tak czasem???
Komentarze
Prześlij komentarz