W
telewizji i w kinach sprytni dystrybutorzy filmów proponują nam
przeżycia grozy, graniczące z tymi, na jakie w pełni świadomości nie
zdecydowalibyśmy się sami... Ścigamy się ze grozą życia, kłamiąc że
jesteśmy czuli i delikatni, wrażliwi i pełni wewnętrznego piękna.
Wybieramy fikcyjnie skrajne doznania, szczytujemy przy potwornych
scenach przemocy, rozlewie krwi, strzępach mięsa i odpryskach kości
wypełniających ekran.
Mili na co dzień - ale realizujący skryte fantazje lub to, czego nie chcemy, co wyparliśmy z własnego umysłu. Nie dajemy innym powodu do znienawidzenia nas, wyrażenia patologicznej niechęci - napadów gniewu, gestów okrucieństwa, innych bla, bla...
Dlaczego tak łatwo kupujemy bilet na filmy grozy, krwiste horrory lub czy coś kryje się pod tym, że nie możemy oderwać wzroku od seriali jakie trafiają nas - bo są precyzyjnie skierowane do naszych najniższych instynktów. Duże trudności, liczne porażki... przeżywane jako fikcja, zdecydowane działania, bohaterskie czyny.
Co jeszcze możemy zrobić na ekranie, czego nie będzie nam dane w życiu.... Wiele, ale to co wybieramy jest zwykle karalne, nielegalne lub też tak okrutne, że odrzucili by nas nasi znajomi i przyjaciele.
Jakim cudem uczestniczymy w tej grupowej orgii okrucieństwa oraz zbiorowej paranoi, tej parodii - komedii pomyłek, prezentowanych w perfekcyjnie skrojonych scenariuszach drugiego czy trzeciego sortu...
Potem następuje autentyczna samotność i ból, mierność i pustka występująca na co dzień. Ból, ale nie ten, towarzyszący rozrywaniu aorty czy wycinaniu serca, ale równie autentyczny - ból związany z naszą codziennością i przeciętnością, zwyczajnym byciem, bezbarwnym, szarym... Nikłym, trudnym, mało atrakcyjnym...
I kim właściwie jesteśmy - człowiekiem "A" czy też "B"...
A chętnie oddalibyśmy się prawdziwie tej dziwnej fantazji, nie zaś etosowi towarzyszącemu byciu ulubionym bohaterem "celuloidowego świata" i popularnego filmu.
Mili na co dzień - ale realizujący skryte fantazje lub to, czego nie chcemy, co wyparliśmy z własnego umysłu. Nie dajemy innym powodu do znienawidzenia nas, wyrażenia patologicznej niechęci - napadów gniewu, gestów okrucieństwa, innych bla, bla...
Dlaczego tak łatwo kupujemy bilet na filmy grozy, krwiste horrory lub czy coś kryje się pod tym, że nie możemy oderwać wzroku od seriali jakie trafiają nas - bo są precyzyjnie skierowane do naszych najniższych instynktów. Duże trudności, liczne porażki... przeżywane jako fikcja, zdecydowane działania, bohaterskie czyny.
Co jeszcze możemy zrobić na ekranie, czego nie będzie nam dane w życiu.... Wiele, ale to co wybieramy jest zwykle karalne, nielegalne lub też tak okrutne, że odrzucili by nas nasi znajomi i przyjaciele.
Jakim cudem uczestniczymy w tej grupowej orgii okrucieństwa oraz zbiorowej paranoi, tej parodii - komedii pomyłek, prezentowanych w perfekcyjnie skrojonych scenariuszach drugiego czy trzeciego sortu...
Potem następuje autentyczna samotność i ból, mierność i pustka występująca na co dzień. Ból, ale nie ten, towarzyszący rozrywaniu aorty czy wycinaniu serca, ale równie autentyczny - ból związany z naszą codziennością i przeciętnością, zwyczajnym byciem, bezbarwnym, szarym... Nikłym, trudnym, mało atrakcyjnym...
I kim właściwie jesteśmy - człowiekiem "A" czy też "B"...
A chętnie oddalibyśmy się prawdziwie tej dziwnej fantazji, nie zaś etosowi towarzyszącemu byciu ulubionym bohaterem "celuloidowego świata" i popularnego filmu.
Komentarze
Prześlij komentarz